Udział w proteście zapowiedziało około 1000 osób.

"Wyśmiewane, obrażane, lekceważone. Bite, szarpane i zamykane w aresztach. Nasze prababki skutecznie walczyły o to, co nam wydaje się oczywiste – o swoje i nasze prawa wyborcze" - piszą organizatorki protestu.

Zwołano go w 104. rocznicę uzyskania tych praw, a manifestację sprowokowały ostatnie wypowiedzi prezesa PiS, który niskiej dzietności Polek dopatrzył się w "dawaniu przez nie w szyję".

Czytaj więcej

Kaczyński o demografii w Polsce: Jeżeli młode kobiety piją tyle samo, co ich rówieśnicy, to dzieci nie będzie

Okolice willi Kaczyńskiego są - jak zwykle w takich przypadkach - otoczone szczelnym kordonem policji.

Zgromadzone kobiety zarzucają także prezesowi partii rządzącej, że za jego władzy Polski zostały praktycznie pozbawione możliwości przeprowadzenia legalnej aborcji, po wyroku trybunału Konstytucyjnego zaprzyjaźnionej z Kaczyńskim Julii Przyłębskiej. Protestują też przeciwko radykalnemu ograniczeniu dostępności procedury in vitro i państwowemu rejestrowi ciąż.

Sam Kaczyński, poproszony o skomentowanie protestu przed swoim domem stwierdził, że "zupełnie nie rozumie" protestu w rocznicę uzyskania praw obywatelskich, bo jest zwolennikiem równouprawnienia kobiet.

Dodał, że przed jego domem odbywały się protesty także 13 grudnia, jakby "to on wprowadzał stan wojenny".

- To jest sytuacja, w której człowiek od przeszło 30 lat  atakowany, a ja właśnie jestem takim człowiekiem, jest dobrym celem propagandowych ataków i stąd te cyniczne i szpetne decyzje - ocenił Kaczyński.