12-metrowa jednostka, która wypłynęła z Lizbony, wysłała z Oceanu Atlantyckiego sygnał alarmowy późnym wieczorem w poniedziałek.

Hiszpańska straż przybrzeżna znalazła wywróconą łódź, ale morze było zbyt wzburzone, aby go uratować. Żeglarz musiał więc czekać do rana.

Nurkowie straży przybrzeżnej powiedzieli później, że szanse na uratowanie mężczyzny były graniczące z cudem.

Jego łódź wysłała sygnał alarmowy o 20:23 czasu lokalnego w poniedziałek, 22,5 km od Wysp Sisargas, w pobliżu północno-zachodniego regionu Hiszpanii - Galicji.

Statek ratunkowy z pięcioma nurkami i trzy śmigłowce wyruszyły, aby odnaleźć i uratować mężczyznę.

Podczas akcji nurek został opuszczony na odwrócony kadłub. Z wnętrza statku dotarły do niego uderzenia. 

Morze było wzburzone, a słońce zaszło, więc ekipa ratunkowa przymocowała balony wypornościowe do łodzi, aby zapobiec jej zatonięciu i czekała do rana.

Następnego dnia dwóch nurków podpłynęło pod łódź, aby pomóc mężczyźnie, którego znaleźli ubranego w neoprenowy kombinezon ratunkowy i zanurzonego w wodzie po kolana.

Autopromocja
Specjalna oferta letnia

Pełen dostęp do treści "Rzeczpospolitej" za 5,90 zł/miesiąc

KUP TERAZ

62-letni Francuz wskoczył następnie do wody i przepłynął pod łodzią w kierunku powierzchni morza.

Uratowany kapitan statku został przetransportowany śmigłowcem przez zespół ratownicy do szpitala na kontrolę.