Pochód pod hasłem "Stop torturom na granicy" rozpoczął się na rondzie de Gaulle'a w centrum miasta. Manifestanci przeszli przed Sejm, a następnie udali się w kierunku placu Konstytucji.

Uczestnicy demonstracji domagali się, by polskie służby zaprzestały wywożenia migrantów, którzy nielegalnie weszli na teren Polski, z powrotem na granicę z Białorusią, zarzucili władzom naszego kraju okrucieństwo.

W marszu uczestniczyła m.in. reżyserka Agnieszka Holland.

Demonstracja "Stop torturom na granicy" w Warszawie

Demonstracja "Stop torturom na granicy" w Warszawie

PAP/Paweł Supernak

- Nie zgadzam się na metody stosowane przez nasze władze, nielegalne pushbacki i przede wszystkim zgodę, a wręcz uczestnictwo w umieraniu na granicy ludzi dorosłych, kobiet, dzieci. Po prostu wstyd - powiedziała w rozmowie z TVN24.

Według Agnieszki Holland, w związku z sytuacją na granicy polsko-białoruskiej należy zachować się przyzwoicie.

- Nie możemy pozwolić na to, żeby niewinni ludzie na naszej ziemi i w pewnym sensie z naszym przyczynieniem, bo z przyczynieniem naszych władz i funkcjonariuszy byli skazywani na śmierć - zaznaczyła reżyserka.

PAP/Paweł Supernak

Pytana, czy widzi nadzieję na zmianę obecnej sytuacji na granicy odparła, że "sprawa jest trudna". - Cała Europa robi interes na strachu przed uchodźcami, mimo że żadne mury nas od nich nie odseparują - powiedziała Agnieszka Holland.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Litwa, Łotwa i Polska doświadczają w ostatnich miesiącach rosnącej presji migracyjnej związanej z celowym działaniem białoruskich władz, które ułatwiają imigrantom z Afryki i Bliskiego Wschodu dotarcie na zewnętrzne granice Unii Europejskiej.

Na terenie części województw podlaskiego i lubelskiego przy granicy z Białorusią od 2 września obowiązuje stan wyjątkowy.

W ostatnim czasie Straż Graniczna codziennie informuje o kilkuset próbach nielegalnego przekroczenia granicy z Polską z terytorium Białorusi.

PAP/Paweł Supernak

Niedawno Straż Graniczna potwierdziła, że wobec grupy imigrantów - m.in. kobiet z dziećmi - która pojawiła się przed placówką Straży Granicznej w Michałowie, zastosowano procedurę tzw. push-backu - wobec tego, że osoby te miały nie wystąpić z wnioskiem o azyl w Polsce, odwieziono je na granicę z Białorusią, która w tym miejscu przebiega m.in. przez lasy i bagna.

Część opozycji wyraziła sprzeciw wobec takiego postępowania.