Piotr Szczęsny podpalił się 19 października 2017 roku przed warszawskim PKiN. Przed tym desperackim aktem rozdawał przechodniom ulotki, w których wzywał do przeciwstawienia się obecnej władzy.

"Ja, zwykły szary człowiek wzywam wszystkich - nie czekajcie... Trzeba zmienić tę władzę jak najszybciej, zanim doszczętnie zniszczy nasz kraj; zanim całkowicie pozbawi nas wolności" - pisał między innymi.

W skrajnie ciężkim stanie Piotr Szczęsny został przewieziony do szpitala, gdzie po 10 dniach zmarł.

Czytaj także: Sejm uczcił Piotra Szczęsnego. "Hańba" z ław PiS

Po 9 miesiącach śledztwa prokuratura orzekła, że nie ma podstaw by twierdzić, że w śmierć Piotra Szczęsnego były zamieszane osoby trzecie, ani też że działał on pod ich wpływem.

Po przeanalizowaniu zeznań świadków, opinii biegłych, nagrań z monitoringu prokuratura ustaliła, że desperacki czyn Piotra Szczęsnego był jego świadomym i dobrowolnym działaniem i umorzyła śledztwo.