Urodzony w 1916 roku mężczyzna, jak pisze południowokoreańska gazeta "Segye Ilbo", został skazany za to, że pod wpływem alkoholu krytykował ówczesnego prezydenta Korei Południowej i chwalił twórcę Korei Północnej, Kim Ir Sena, nazywając go "sprytnym".

Lee miał m.in. stwierdzić, że Park "nie jest dobry w polityce" i że pod jego rządami "trudno żyć". Mężczyzna miał również przeklinać prezydenta kraju i stwierdzić, że "zasługuje on na to, by ktoś go zabił".

Wywiad Korei Południowej, który poznał treść wypowiedzi Lee skierował przeciwko niemu akt oskarżenia - i mężczyzna trafił do więzienia na 1,5 roku.

Teraz apelację w jego sprawie złożył Prokurator Generalny Korei Południowej - i sąd w Seulu rozpatrzył ją pozytywnie.

Zdaniem sędziego Lee nie był winny, ponieważ skazano go na mocy przepisów zabraniających wyrażania poglądów przeciwko ówczesnej władzy, które były nieprawidłowe.

Wyrok zapadł w sytuacji, w której między obiema Koreami dochodzi do wyraźnej odwilży. Przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un i Moon Jae-in, obecny prezydent Korei Południowej spotkali się już dwukrotnie w 2018 roku, a niedawno obie Koree zaczęły usuwać miny z ufortyfikowanej granicy dzielącej Półwysep Koreański.