Wkrótce po objęciu urzędu prezydenta Tajwanu przez Tsai Ing-wen Pekin zerwał kontakty z władzami Tajwanu i rozpoczął wywieranie coraz większej dyplomatycznej, ekonomicznej i wojskowej presji na Tajwan, aby zmusić Tsai Ing Wen do zaakceptowania stanowiska Chin, które uważają Tajwan za część Państwa Środka.

- Chcę głośno powiedzieć "nie" Chinom - mówił jeden z uczestników sobotniej demonstracji, 43-letni Ping Chen-wen. - Nie zgadzam się z retoryką Chin. Jesteśmy suwerenni, a Tajwan jest państwem - dodał.

Inny z demonstrantów, Kuo Jun-min, 85-letni pastor Kościoła Prezbiteriańskiego i profesor hebraistyki powiedział, że zwolennicy zjednoczenia się Tajwanu z Chinami powinni przenieść się do Chin, jeśli uważają je za lepsze miejsce do życia.

- Musimy być prawdziwymi Tajwańczykami, nie fałszywymi Chińczykami - mówił Kuo. - Nie ma sensu być Chińczykiem. Ci, którzy są za zjednoczeniem, wciąż mieszkają na Tajwanie. Jeśli Chiny są takie dobre, czemu nie przeprowadzą się do Chin? - pytał.

10 października, w dzień tajwańskiego święta narodowego (upamiętnia powstanie Republiki Chińskiej w 1911 roku - Tajwan uważa się za sukcesora Republiki) prezydent Tajwanu zaapelowała do Chin, aby te "nie były źródłem konfliktu" i zobowiązała się do wzmocnienia potencjału obronnego Tajwanu wobec gróźb militarnych ze strony Chin. Tsai powiedziała, że najlepszą obroną Tajwanu jest "uczynienie go niezbędnym i niezastępowalnym dla świata" przy zachowaniu niekonfrontacyjnego nastawienia wobec Chin.

Chiny od 1949 roku uważają Tajwan za "zbuntowaną prowincję".