Brytyjski gwiazdor przybywa na Bliski Wschód z przesłaniem miłości i pokoju. Jego koncert – który odbędzie się pod hasłem „Przyjaźń na pierwszym miejscu” – wywołuje jednak zupełnie inne emocje.

Rozwścieczeni są radykalni muzułmanie, którzy koncert McCartneya w Izraelu odebrali jako opowiedzenie się po stronie syjonistów. – Jeżeli kocha swoje życie, nie powinien przyjeżdżać do Izraela. Czekają tam na niego nasi bojownicy gotowi poświęcić swoje życie – powiedział wpływowy islamski duchowny z Libanu Omar Bakri Mohammed. Dodał, że McCartney jest teraz „wrogiem każdego muzułmanina”.

Z przyjazdu brytyjskiego gwiazdora niezadowoleni są również żydowscy prawicowcy. Zapowiedzieli, że podczas koncertu – weźmie w nim udział około 50 tysięcy ludzi – wywołają zamieszki.

– Zakłócimy tę imprezę. Brytyjczycy, którzy do nas przyjeżdżają, muszą cierpieć tak, jak cierpią Izraelczycy w Wielkiej Brytanii, którzy są zagrożeni przez rozmaite antysemickie elementy – powiedział jeden z przywódców żydowskich ekstremistów Itamar Ben Gvir.

W dniu koncertu wprowadzone zostaną nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. Izraelska policja zapowiedziała, że zrobi wszystko, żeby koncert odbył się bez zakłóceń.

McCartney miał wystąpić w Izraelu w 1965 roku. Władze ostatecznie odwołały jednak koncert Beatelsów, w obawie, że grupa „zdemoralizuje młodzież”.