Przed armeńskim Zgromadzeniem Narodowym Martirosyan mówiła m.in. o dyskryminacji mniejszość LGBT, której przedstawiciele są "torturowania, gwałceni, porywani, poddawani przemocy fizycznej, ??samotni, ranieni" i dyskryminowani we wszystkich obszarach życia, społecznych i gospodarczych - pisze Onet.
Po tym wystąpieniu działaczka LGBT otrzymała wiele gróźb. Fakt, że udostępniono jej mównicę w parlamencie oburzył wielu Ormian i część polityków.
Kilka dni po przemówieniu Martirosyan przed budynkiem Zgromadzenia Narodowego odbyły się demonstracje przeciwników LGBT, którzy domagali się okadzenia mównicy, zaś niektórzy parlamentarzyści wzywali do spalenia działaczki żywcem.
Wobec Martirosyan pogróżki kierowali działacze ugrupowań nacjonalistycznych i religijni ekstremiści. Na rodzinę Martirosyan spadły szykany i żądania wyprowadzenia się z miejsca zamieszkania.
Działeczkę LGBT wziął w obronę premier Nikol Pashinyan.
- Było to posiedzenie parlamentarnej Komisji Praw Człowieka. Teraz pytam was wszystkich: czy Lilit Martirosyan, obywatelka Armenii, jest człowiekiem czy nie? Niech wszyscy odpowiedzą na to pytanie - duchowni, republikanie i konserwatyści - pytał szef rządu.
Lilit Martirosyan złożyła skargi na policję, do Rzecznika Praw Człowieka oraz Rzecznika Praw Obywatelskich. Ona i jej rodzina zostały objęte ochroną policyjną.