Postanowił, jak to ujął, „zapić się na śmierć". Nie udało mu się, bo w jednym z barów odnaleźli go policjanci.
Lekarka ze szpitala w Żorach zadzwoniła na komendę po tym, jak odkryła, że z oddziału miejscowego szpitala zniknął jeden z pacjentów.
To był młody mężczyzna, który zaledwie dobę wcześniej trafił do lecznicy w stanie upojenia alkoholowego. Gdy przyjmowano go na oddział miał w organizmie aż 5,7 promila.
Kiedy lekarze poinformowali go, że trafi na leczenie odwykowe, uciekł ze szpitala. Policjanci szybko ustalili, że pacjent ma poważane problemy z alkoholem. Już wcześniej zapowiadał, że „chce zapić się na śmierć".
Funkcjonariusze zaczęli go szukać. Rozmawiali z sąsiadami mężczyzny, jego rodziną i znajomymi. Sprawdzali w parkach, na skwerach, osiedlowych pasażach i w barach.
I w jednym z nich znaleźli desperata. – Był niespokojny, rozchwiany emocjonalnie i mówił bez składu – relacjonuje żorska policja.
Mundurowym udało się przekonać 31-latka, by oddał się w ręce specjalistów. Mężczyzna trafił w końcu do szpitala na leczenie odwykowe.