"Rzeczpospolita": Prezydent Andrzej Duda jest zwolennikiem zwiększenia liczebności armii?

Tak, pan prezydent odwołuje się do koncepcji śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, zgodnie z którą armia powinna być liczniejsza. W tym kontekście mowa o 150 tys. żołnierzy (obecnie, razem z Narodowymi Siłami Rezerwowymi, jest to 120 tys. – red.). Teraz rząd i minister obrony muszą sprawdzić, na co nas stać i w jakim tempie możemy osiągnąć taki stan.

Kiedy może zostać zwiększona liczebność wojska?

To zależy od dwóch czynników. Po pierwsze, od zapewnienia odpowiednich środków w budżecie. Takiej decyzji najpewniej towarzyszyłoby zwiększenie wydatków na obronność. Po drugie, od możliwości i czasu potrzebnego na wyszkolenie tych wielu tysięcy dodatkowych żołnierzy.

Czy powiększeniu armii powinny towarzyszyć decyzje o zwiększeniu środków przeznaczonych na siły zbrojne z 2 do 3 proc. PKB?

Istotniejsze – moim zdaniem – byłoby przygotowanie projektu uwzględniającego zarówno kwestie modernizacyjne, jak i istotne zwiększenie liczby żołnierzy (oczywiście odpowiednio wyposażonych), poprzez uzupełnienia stanu osobowego w istniejących jednostkach oraz budowę komponentu terytorialnego. Następnie ustalenie horyzontu czasowego realizacji tych celów. Dopiero wtedy powinno się przeprowadzić kalkulację dotyczącą środków, które państwo polskie będzie mogło wydać. Trzeba przy tym pamiętać, że podwyższenie wydatków do 3 proc. PKB, czyli o 1 pkt. proc., oznaczałoby konieczność znalezienia w budżecie państwa dodatkowych ok. 16 mld zł, co mogłoby okazać się trudne zważywszy na konieczność realizacji przez państwo innych zadań poza obronnością.
Z drugiej strony musimy pamiętać, że jeśli sytuacja międzynarodowa pogorszy się jeszcze bardziej, może okazać się, że i 3 proc. PKB na wojsko to zbyt mało. Są państwa, które wydają znacznie większe środki na obronę narodową.

Więcej w tabletowym wydaniu "Rzeczpospolitej" o 21 oraz w jutrzejszej gazecie.