Według rozmówców „Rzeczpospolitej" więźniowie swobodnie poruszali się po komendzie, chodzili do stołówki i siłowni, gdzie mundurowi, nie wiedząc, z kim mają do czynienia, traktowali ich jak „swoich".
– Pani minister Teresa Piotrowska oczekuje szczegółowych i pilnych wyjaśnień od komendanta głównego policji w sprawie zatrudniania skazanych do prac w krakowskiej komendzie – mówi „Rzeczpospolitej" Małgorzata Woźniak, rzeczniczka MSW.
Jak ujawniliśmy, 39 więźniów, w tym członek brutalnego gangu „kantorowców", na mocy umowy policji ze Służbą Więzienną przez ponad rok sprzątało i remontowało budynek komendy wojewódzkiej. Aż doszło do wpadki: w skrytce pod podłogą w szatni na terenie komendy odkryto m.in. 50 sztuk amunicji, dwa pendrive'y, telefon komórkowy i ładowarki, które ukryli tam więźniowie.
Nie policja, lecz Służba Więzienna odkryła, że skazani trzymają amunicję w komendzie
Prokuratura wszczęła śledztwo, sprawę badają Biuro Spraw Wewnętrznych i komendant małopolskiej policji.
Okazuje się, to nie policjanci znaleźli skrytkę. – Kontrolę w miejscu zatrudnienia przeprowadzili nasi funkcjonariusze – mówi Tomasz Wacławek z Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Krakowie.
Więziennicy weszli do szatni 30 września, po tym jak dzień wcześniej u pracującego skazanego wykryli w organizmie marihuanę.
Prokuratura już zleciła biegłemu zbadanie amunicji. – Powołamy też biegłego informatyka, aby zbadał zawartość pendrive'ów – mówi Bogusława Marcinkowska z krakowskiej prokuratury. Policja już wczoraj zapewniała nas, że na tych nośnikach nie było informacji służbowych.
Według naszych źródeł na pendrive'ach miały być dane m.in. policjanta CBŚ, a w telefonach – zdjęcia i numery policyjnych aut oraz tabliczek funkcyjnych funkcjonariuszy. Policjanci obawiają się, że skazani zdobyli ich tajemnice.
Małopolski komendant nadinsp. Mariusz Dąbek twierdzi, że takiego zagrożenia nie ma. – Do stref, gdzie są kluczowe wydziały, skazani nie mogli wejść, bo system ich nie wpuści – mówił. Twierdził, że naboje są do karabinków sportowych, a tych komenda nie kupuje.
Policjanci opowiadali nam, że w komendzie po wybuchu skandalu wymienia się wspomniane tabliczki funkcyjnych. – Jeśli są wymieniane, to w związku z remontem – wczoraj zapewniał nas Mariusz Ciarka, rzecznik komendy wojewódzkiej. I dodał, że szatnię sprawdzono kamerą endoskopową oraz użyto psów, by znaleźć narkotyki, broń i materiały wybuchowe, lecz „wynik był negatywny".