Blisko 39 tys. byłym funkcjonariuszom aparatu bezpieczeństwa PRL od 1 października obniżono emerytury i renty na mocy tzw. ustawy dezubekizacyjnej.

Ustawa dezubekizacyjna odbiera ludziom godność, nie patrząc na ich życiorysy - oceniła jednak Nowoczesna.

Największa grupa respondentów, bo 40 proc., popiera ustawę dezubekizacyjną, która właśnie weszła w życie. Co trzeci ankietowany jest przeciwny wprowadzonym nowym przepisom. 29 proc. badanych nie umiało zająć jednoznacznego stanowiska.

- Częściej tę ustawę popierają mężczyźni (45 proc. vs 35 proc. kobiet), a wśród kobiet taki sam jest odsetek popierających, jak i niemających zdania w tej kwestii. Zwolennikami tej ustawy są też częściej osoby o wykształceniu wyższym (42 proc.), o dochodzie powyżej 5000 zł (49 proc.) oraz badani z największych miast (44 proc.) - zwraca uwagę Piotr Zimolzak z agencji badawczej SW Research.

- Jeżeli ktoś dzisiaj mówi, że ubekom należą się emerytury, to jakby pluł na grób Danuty Siedzikówny "Inki" i przyszły grób rotmistrza Witolda Pileckiego - ocenił poseł Stanisław Pięta z PiS.

Ustawa objęła m.in. 72-letniego gen. Gromosława Czempińskiego i 84-letniego płk. Andrzeja Marondego, dwóch ostatnich żyjących dowódców słynnej operacji "Samum.

A także zawodników reprezentacji prowadzonej przez Kazimierza Górskiego, którzy w czasie piłkarskiej kariery byli zawodnikami milicyjnych klubów.

- Wchodząca w życie tzw. ustawa dezubekizacyjna nie obejmuje byłych milicjantów, strażaków, czy lekarzy, obejmuje tylko byłych funkcjonariuszy SB – zapewnia jednak szef MSWiA Mariusz Błaszczak.

Były premier Leszek Miller wypowiedź ministra Błaszczaka uznał za „fake news”. - Nie jestem w stanie intelektualnie ogarnąć tej argumentacji wysublimowanej i wyszukanej pana Błaszczaka - kpił Miller.