Centrum Informacyjne Sejmu wydało w poniedziałek wieczorem komunikat "w sprawie wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa". Podano w nim, ile osób poparło poszczególnych sędziów, którzy weszli potem do KRS. Nadal jednak nie ujawniono nazwisk sędziów, którzy złożyli swoje podpisy pod kandydaturami.
- Mój pełnomocnik złożył listę, ja dopełniłem wszelkich wymogów formalnych i nie widzę powodów, żeby to kwestionować - skomentował w "Rozmowie Piaseckiego" sędzia Mitera.
Zapytany, czy stałoby się coś strasznego, czy "piekło by zamarzło", gdyby olsztyński sędzia Paweł Juszczyszyn zobaczył podpisy pod listami poparcia, zgodnie z wydanym przez siebie zarządzeniem, Mitera odparł:
- Podobno piekło nie zamarza, tak że chyba sprawa rozwiązana. Ja obserwuję ten wątek lokalny. Sędzia Juszczyszyn z Olsztyna, sędzia Nawacki jako członek KRS. To raczej byli koledzy, te środowiska sędziowskie są małe. Czytałem gdzieś wpis pana Nawackiego, że sędzia Juszczyszyn widział tę listę i wie, kto podpisał. Myślę, że to bardziej sztuka dla sztuki - mówił rzecznik KRS.
Odniósł się też do wypowiedzi prezydenta dla "Wprost". Andrzej Duda stwierdził, że gdyby okazało się, że z listami poparcia kandydatów do nowej KRS "jest coś nie tak", nie będzie to miało znaczenia, "ponieważ otrzymali oni nominację sędziowską od prezydenta Rzeczypospolitej. Kropka".
– Pełna zgoda - stwierdził Mitera. - To jest tak, jak dawniej król, a teraz prezydent dzieli się tym swoim imperium władzy państwowej z osobą, której tę władzę przekazuje. Jest to prerogatywa głowy państwa i skoro głowa państwa uznała, że wszystko jest "correct", w mojej ocenie kończy to sprawę – powiedział członek KRS.
Czytaj też: Prezydent Duda leczy jak król z "Władcy Pierścieni"
Mitera był też pytany o sprawę sędziego Dudzicza, który we wrześniu 2019 r. zawiesił swoje działania jako zastępcy rzecznika po doniesieniach, że pod pseudonimem "jorry123" dokonał antysemickich wpisów w mediach społecznościowych. Zapowiedział, że z wykonywaniem funkcji zastępcy rzecznika poczeka do wyjaśnienia sprawy. Mimo to pod koniec stycznia przedstawił mediom m.in. stanowisko KRS na temat uchwały trzech Izb Sądu Najwyższego. Onet sugerował, że powrót Dudzicza spowodowany był konfliktem między rzecznikiem Miterą a częścią Rady. Chodziło o wypowiedzi Mitery ws. uchwały trzech Izb SN. Rzecznik KRS mówił, że dla niego jako sędzi i legalisty sprawa jest jasna: uchwała SN jest wiążąca, a on sam odstąpiłby po jej wydaniu od orzekania.
W TVN24 Mitera tłumaczył, że była to wypowiedź na gorąco, a samo zagadnienie jest bardzo trudne pod względem prawnym, poza tym wciąż nie ma uzasadnienia pisemnego uchwały.
- Moja wypowiedź była prywatna. Później stanowisko rady. Ja jestem rzecznikiem organu, mnie się może coś podobać, nie podobać, moje zdanie się nie liczy. Liczy się wizerunek i przekaz Rady. To nie są te standardy, żebym od kogokolwiek dostał po głowie. Niezależność: mówię sobie to, co myślę - powiedział Mitera.
Dodał, że sędzia Dudzicz jest jego zastępcą i "również musi być aktywowany". - Skoro pan sędzia podejmuje czynności, to uznaję, że sprawa jest na tyle wyjaśniona - powiedział Mitera. Przyznał jednak, że "nie zakończyła sprawy prokuratura", do której KRS zwróciła się o wyjaśnienie kwestii wpisów, ale - zaznaczył - istnieje zasada domniemania niewinności, a sędzia Dudzicz nie ma statusu osoby podejrzanej.
Czytaj też:
Jest wniosek KRS do TK. Dudzicz ujawnia, czego chce Rada
Dwóch przedstawicieli KRS, dwie różne opinie na temat uchwały SN