Prof. Joanna Teresa Misztal-Konecka, prezes Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, powiedziała „Rzeczpospolitej”, że ze względu na zaległości w SN zamierza dać priorytet zażaleniom, aby były rozpatrywane w ciągu trzech miesięcy, a w ciągu sześciu miesięcy pytania prawne (mające znaczenie dla wielu spraw) oraz tzw. przedsądy. W nich jednoosobowo sędzia decyduje, czy sprawa będzie badana merytorycznie przez SN. Odbędzie się to jednak kosztem przedłużenia oczekiwania na sprawy dopuszczone do merytorycznego rozpoznania, tj. skarg kasacyjnych.
Tę „politykę” widać już zresztą na wokandzie.
Plus wśród problemów
– Sąd Najwyższy jest w wielkiej opresji. Nie przez siebie wywołanej, a jak wiadomo, obliczonej na jego całkowite podporządkowanie władzy wykonawczej. Izby Sądu Najwyższego szukają jakiegoś rozwiązania zapewniającego bieżące rozpoznawanie spraw, co trzeba poczytać im na plus. Bo w istniejącej sytuacji Sąd Najwyższy mógłby przecież przystąpić po cichu do strajku włoskiego i w ogóle wstrzymać własne orzecznictwo. Jakiekolwiek zatem usystematyzowanie przez izby Sądu Najwyższego biegu spraw należy interpretować jako, mimo opresyjnych okoliczności, przejęcie się sprawami obywateli, które powinny być możliwie szybko rozstrzygane – ocenia adwokata Jerzy Naumann.
Czytaj więcej
Prezesi jednostek okręgowych zostaną pominięci w obrocie międzynarodowym. Dzięki temu ma być proś...
– Nie mam nic przeciwko sensownemu zaplanowaniu pracy w izbie tak, by zwiększyć efektywność rozpoznawania spraw w pozostawionej przez prawo i regulamin Sądu Najwyższego przestrzeni. W ostatnim czasie bowiem doprowadzono SN do stanu przedagonalnego – mówi z kolei prof. Maciej Gutowski, adwokat. – Można oczywiście dyskutować, czy pytania prawne i zażalenia powinny mieć pierwszeństwo przed skargami kasacyjnymi, ale priorytety zawsze można ustawić inaczej. Moim zdaniem wymaga głębokiego przemyślenia system efektywnego organizowania pracy sędziów, ale dobrze, że w ogóle zaczęto myśleć o poprawie efektywności – dodaje profesor.