Rz: Śledził pan posiedzenie Komisji Sprawiedliwości? Jakie wrażenia?
Michał laskowski: Nie śledziłem bez przerwy. Widziałem fragmenty, i te, które widziałem, zdecydowanie mi się nie podobały. W taki sposób nie powinno się uchwalać żadnych ustaw, tym bardziej tak ważnych dla wymiaru sprawiedliwości. Jeśli tak to ma wyglądać, to możemy ograniczyć się do samego głosowania lub wydawania dekretów.
A poprawki PiS do prezydenckiego projektu noweli ustawy o SN?
W zasadzie kiedy je usłyszałem, to jakby wrócił projekt z lipca br. Powtórzone zostały rozwiązania zawetowane przez prezydenta. Mam wrażenie, jakby ktoś chciał kogoś przechytrzyć, że to jakaś gierka, a nie praca nad zmianami tak poważnej i potrzebnej instytucji.
Co się panu najbardziej nie podoba?
Np. model Izby Dyscyplinarnej, która jest jakby odrębnym sądem z kancelarią, ze specjalnymi dodatkami dla sędziów itd. Taki sąd w sądzie. Wydaje mi się to niezgodne z tym, co zawetował prezydent. W jednej z poprawek pojawia się też propozycja wyeliminowania zgromadzeń ogólnych z procesu opiniowania kandydatów na stanowisko prezesa sądu. To jakiś absurd. Jak sąd sądem to tak się do tej pory odbywało. Przecież było to tylko wyrażenie opinii, a i tak decydowała Krajowa Rada Sądownictwa. Nie wiem, czemu ma to służyć.
Wszystko wskazuje na to, że SN będzie jednak dużo większy... To dobrze?
Nieszczególnie. To naturalna konsekwencja tworzenia nowych izb w SN, to musi pociągać za sobą wzrost liczby stanowisk sędziowskich. Dla mnie im mniejszy sąd, tym lepszy, bardziej spójny, jednorodny.
A wiek emerytalny?
Ja się nie godzę z tą kwestią. Uważam, że nie ma żadnych podstaw, żeby uważać, że sędziowie po ukończeniu 65. roku życia nie nadają się do wypełniania swoich zadań. SN to sąd prawa i tutaj doświadczenie to bezcenna wartość, którą teraz tak łatwo trwonimy. ©?
—rozmawiała Agata Łukaszewicz