Rz: Prezydent zapowiedział w poniedziałek wprowadzenie nowej instytucji – skargi nadzwyczajnej. Dzięki niej chce przywrócić pokrzywdzonym przez wymiar sprawiedliwości wiarę w sprawiedliwość.
Mariusz Paplaczyk, adwokat: Ilekroć przychodzą do mnie klienci, którzy przegrali sprawę przed sądem, pytają mnie o cień nadziei. Jeśli więc pojawi się dodatkowa możliwość walki, tacy ludzie na pewno z niej skorzystają.
Ale przecież mamy dziś tryby nadzwyczajne, które można wykorzystać w sprawach tzw. beznadziejnych.
Tak, ale są one ściśle sformalizowane, ograniczone w czasie. Z punktu widzenia klienta otwarcie kolejnej drogi będzie dla niego jeszcze jedną życiową szansą na zmianę niekorzystnego wyroku.
Podoba się panu ten pomysł?
W sumie tak. Nie mam nic przeciwko pod warunkiem, że nie myślimy o skardze jak o trzeciej instancji. To byłaby iluzja. Wprowadzenie trzech instancji mogłoby się bardzo źle odbić na i tak obciążonych ponad normę sądach. Proszę pamiętać, że do SN trafić mogą tysiące, a może nawet dziesiątki tysięcy spraw. Nikt nie wie, ilu obywateli wystąpi do rzecznika praw obywatelskich czy prokuratora generalnego z wnioskiem o zastosowanie takiej skargi. Tych spraw nie można oszacować.
Ale nowa instytucja ma swoje plusy. Dostrzegają je nie tylko politycy.
Jeśli się ją precyzyjnie zapisze i ustali jasne kryteria, może się okazać pomocna.
Czy sądy często się mylą?
Trudno powiedzieć, że często. Nie ma konkretnych badań. Jedno jest pewne – mylą się tak samo jak policja czy prokuratura. A dla każdego obywatela pomyłka w jego sprawie to życiowy dramat.
Prawnicy podnoszą, że wprowadzenie takiej instytucji, choć słuszne społecznie, może naruszyć zasadę pewności prawa. I rzeczywiście mają rację. Dlatego też musi to być instytucja wyjątkowa, stosowana w wyjątkowych sprawach, okolicznościach i przypadkach. Wobec ludzi wysoce skrzywdzonych przez wymiar sprawiedliwości. ©?
—rozmawiała Agata Łukaszewicz