Ostatnimi czasy nie mogę oprzeć się wrażeniu, że żyjemy w bardzo szczęśliwym kraju. Ilekroć bowiem zaglądam do internetu i czytam, co aktualnie wzbudza największe emocje i zainteresowanie na portalach społecznościowych i forach dyskusyjnych, okazuje się, że największym problemem wypowiadających się tam osób są kwestie, które jeszcze kilkanaście lat temu byłyby zupełnie niszowym tematem.
Nigdy na przykład nie przypuszczałem, jak ogromne emocje budzić może adaptacja prozy Bolesława Prusa (lub jak kto woli Aleksandra Głowackiego), czy też obsada drugiej części komedii romantycznej, która swoją premierę miała ponad 20 lat temu. Co prawda sam musiałem zajrzeć do oryginalnego utworu, aby przypomnieć sobie fragment, w którym Wokulski przed pojedynkiem z Baronem Krzeszowskim zażywa pewne, słusznie skądinąd nielegalne, substancje, ale najwyraźniej inaczej zapamiętałem tę historię.