Prawie co piąty z młodych pracowników zmienił w czasie pandemii formę zatrudnienia u obecnego pracodawcy, a biorąc pod uwagę wszystkie grupy wiekowe, 11 proc. badanych pracuje obecnie na innych warunkach niż przed pandemią – wynika z październikowego sondażu agencji zatrudnienia Personnel Service, które „Rzeczpospolita" opisuje jako pierwsza.

Według omnibusowego badania przeprowadzonego na panelu Ariadna na ogólnopolskiej próbie 1,1 tys. osób, łącznie 15 proc. pracowników przeszło w tym czasie zmiany formy albo miejsca zatrudnienia (co mogło się też wiązać z innym rodzajem umowy).

Niepokojący sygnał

Dla części badanych oznaczało to zresztą większą stabilność, której sprzyja, od wiosny tego roku, szybka poprawa koniunktury na rynku pracy. 25 proc., czyli co czwarty z pracowników, którzy bez zmiany pracodawcy zmienili formę zatrudnienia, przeszedł z tzw. śmieciowej umowy (o dzieło albo umowy zlecenia) na umowę o pracę.

Jak podkreśla Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service, w czasie pandemii, która wywołała niemałe zamieszanie i niepewność na rynku pracy, na pewno wzrosła wśród pracowników wartość umowy o pracę. – To oczywiście było związane z działaniem tarcz antykryzysowych, które premiowały utrzymywanie miejsc pracy i zatrudnienie w tej formie. Wiele osób mierzyło się jednak z przejściem z umowy o pracę na umowę zlecenia, umowę o dzieło czy B2B – zwraca uwagę Inglot.

Badanie wskazuje, że grupa pracowników, którzy przeszli po wybuchu pandemii na bardziej elastyczne umowy była o 10 pkt proc. większa niż tych z nowymi etatami. 14 proc. przeszło na własną działalność gospodarczą (z czego połowa miała wcześniej umowy o pracę), ponad jedna piąta zaś straciła etaty na rzecz umowy zlecenia albo umowy o dzieło.

– Jeśli to potwierdzi się w danych GUS, będzie oznaczało bardzo niepokojące zjawisko „uśmieciowienia" zatrudnienia, które obserwowaliśmy w czasie odbudowy gospodarki po kryzysie finansowym, gdy gwałtownie wzrosła liczba umów cywilnoprawnych – twierdzi Andrzej Kubisiak, ekspert rynku pracy i zastępca dyrektora ds. Badań i Analiz w Polskim Instytucie Ekonomicznym.

Przymus i wybór

Autopromocja
#NowaRp.pl

Znacznie więcej niż wiedza

ZAPRENUMERUJ

Jak jednak wynika z dotychczasowych danych GUS, po wybuchu pandemii częstszym zjawiskiem było wypychanie pracowników na samozatrudnienie. Liczba osób prowadzących własną działalność gospodarczą zwiększyła się w zeszłym roku o 164 tys. do ponad 3 mln osób, a bez uwzględnienia rolników, wzrosła o ok. 35 tys. osób, do 1,63 mln osób. Zdaniem ekspertów PIE w czasie kryzysu, gdy warunki nie sprzyjają zakładaniu nowych działalności gospodarczych, ten wzrost może wynikać z przechodzenia na fikcyjne samozatrudnienie osób zatrudnionych dotychczas na umowy o pracę. Główną motywacją do takiej zmiany są niższe podatki i składki niż w przypadku zatrudnienia na umowę o pracę, ale w czasie kryzysu niekiedy jest to warunkiem utrzymania pracy. Andrzej Kubisiak zwraca uwagę na znaczący wzrost liczby samozatrudnionych pracujących tylko dla jednego klienta – w I kwartale 2021 takich osób było 386 tysięcy, aż o 248 tys. (ponaddwukrotnie) więcej niż przed wybuchem pandemii, pod koniec 2019 r. Liczba osób z umowami o pracę również się zwiększyła, ale już mniej, bo o 144 tys.

Według eksperta PIE zarówno badanie Personnel Service jak i dane GUS wskazują, że wprawdzie przybywa etatów, ale jednocześnie rośnie też elastyczność zatrudnienia, która zresztą nie zawsze jest przymusowym wyborem.

Jak zwraca uwagę Krzysztof Inglot, z badania wynika, że przejście z umowy o pracę na własną działalność gospodarczą dotyczyło szczególnie pracowników w wieku od 35 do 44 lat. W tej grupie 18 proc. osób, które zmieniły formę zatrudnienia u obecnego pracodawcy, przeszło na B2B. – Osoby w wieku 35–44 lat to grupa świadomych pracowników, którzy mają już doświadczenie i pomysł na karierę – mówi Inglot, dodając, że w tym przypadku zmiana etatu na B2B może być też często decyzją pracownika, związaną z rozwojem własnego biznesu.

B2B nadal się opłaca

Coraz częściej zdarza się, że wysoko wykwalifikowani specjaliści, w tym informatycy czy konsultanci, wolą pracę na kontraktach, które zapewniają wyższe stawki niż umowy o pracę. Do tego dochodzi optymalizacja podatkowa, która – pomimo zmian przewidzianych w Polskim Ładzie – nadal będzie miała znaczenie dla osób z wyższymi dochodami.

– Polski Ład nieco zmniejszył podatkową atrakcyjność samozatrudnienia, ale przy wyższych zarobkach i tak jest ona większa niż na umowie o pracę – ocenia Michał Wodnicki, ekspert w dziedzinie podatków osobistych i ubezpieczeń społecznych w BCC.

Według wyliczeń firmy Grant Thornton, już przy dochodach od 9 tys. zł brutto zaczyna się opłacać działalność gospodarcza, zwłaszcza przy rozliczeniu według skali podatkowej. Z analizy Michała Wodnickiego wynika, że z dochodami rzędu 15 tys. zł brutto różnice na korzyść samozatrudnienia są już znaczące – przekraczają 2 tys. zł miesięcznie w przypadku ryczałtowców.