Według badań Deloitte, aż 60 proc. studentów jest gotowych wyjechać z Polski do pracy za granicę. Sytuację pogarsza lawinowy wzrost liczby bezrobotnych absolwentów (z 32.000 w 2005 r. do 39.000 w 2011 ). Na otwarciu granic mogą ucierpieć przede wszystkim firmy z zachodnich województw oraz sektor usług biznesowych, który zatrudnia wykwalifikowanych specjalistów. Tym bardziej, że niemieckie firmy już teraz kuszą młodych, wykwalifikowanych pracowników z Polski.

Centra usług biznesowych biją na alarm. Jeśli nie zatrzymamy naszych specjalistów, za kilka lat będziemy się borykać z podobnymi problemami do tych, które dziś przeżywa niemiecka gospodarka – brak rąk do pracy i szybko starzejące się społeczeństwo. Według niemieckiego Instytutu Badań nad Rynkiem Pracy, u naszego zachodniego sąsiada brakuje ok. 3 mln pracowników, głównie fizycznych, ale też specjalistów IT. Zdaniem Krystiana Bestry, Dyrektora Zarządzającego Infosys BPO Europe i Wiceprezesa ABSL otwarcie rynku pracy zaostrzy konkurencję o pracownika.

- Wielu młodych ludzi, tuż po studiach decyduje się na kilkuletnią emigrację. Zarówno Czesi, jak i Polacy są mobilni i chętnie zdobywają doświadczenie zawodowe za granicą. Niestety wielu z nich zostaje na emigracji na stałe – mówi Krystian Bestry. – Cierpią na tym polscy pracodawcy, którym brakuje odpowiednich pracowników. Spada również atrakcyjność inwestycyjna Polski. Szeroki dostęp do wykwalifikowanych kadr jest bowiem wabikiem dla inwestorów zagranicznych – dodaje.

Od 2004 roku z Polski wyemigrowało około 2 mln Polaków. 70 proc. pozostaje za granicą dłużej niż rok. Dziś jesteśmy nazywani największym eksporterem rąk do pracy w Europie. Tymczasem nad Wisłą zaczyna brakować odpowiednio wykwalifikowanych specjalistów, głównie z wykształceniem technicznym i znajomością mniej popularnych języków obcych, takich jak czeski, turecki, arabski czy niderlandzki. Centra usług biznesowych w Polsce już teraz musza sięgać po specjalistów z zagranicy. Na przykład Infosys BPO w 2010 r. odpowiednio wykwalifikowanych pracowników ze znajomością języka niderlandzkiego znalazł dopiero w RPA.

Jak wynika z danych  Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych w Polsce głównymi aglomeracjami, w których inwestorzy otwierają centra usług biznesowych są Warszawa (28 centrów), Kraków (24 centra), Wrocław (13 centrów), Łódź (11 centrów) i Poznań (10 centrów). Lokalizacje te skupiają 2/3 wszystkich zagranicznych centrów usług w Polsce i to właśnie tam pracodawcy zgłaszają największy popyt na wysoko wykwalifikowanych specjalistów z przygotowaniem finansowym, księgowym czy informatycznym. Do rywalizacji o utalentowanych polskich pracowników, przede wszystkim z Małopolski, Wielkopolski i Dolnego Śląska, stają teraz niemieccy pracodawcy.

Szczególnie zagrożony może być Wrocław, gdzie jak podaje Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej, 90 proc. studentów biegle posługuje się językiem angielskim, a średnio co drugi – językiem niemieckim (33 proc. studentów posługuje się językiem niemieckim w stopniu zaawansowanym, a 15 proc. w stopniu dobrym).

- Otwarcie brytyjskiego rynku pracy dla Polaków w 2007 r. spowodowało deficyt wykwalifikowanych pracowników na polskim rynku pracy i w efekcie średni spadek przychodów firm o 10 proc. – wyjaśnia Joanna Borowicz, Dyrektor Departamentu Zasobów Ludzkich, Szkoleń i Jakości Holicon, jednego  z liderów polskiego rynku call/contact center, firmy należącej do ABSL. - Zdajemy sobie sprawę, że 1 maja 2011 r. może być początkiem kolejnej fali emigracji. Obecnie zatrudniamy ponad 1000 pracowników pracujących w obsłudze całego systemu contact center, zarówno agentów telefonicznych, jak i kadry zarządzającej. 60 proc. naszych pracowników stanowią studenci, czyli osoby mobilne, szukające dopiero swojej drogi zawodowej. To właśnie ta grupa jest najbardziej podatna na atrakcyjne finansowo oferty pracy niemieckich koncernów.