Czy władza skupia się na ratowaniu poparcia, kosztem ratowania zdrowia Polaków?

Joanna Lichocka, posłanka PiS zaapelowała do ministra Michała Dworczyka o rozszerzenie programu szczepień na… dziennikarzy. "Teraz apeluję o to oficjalnie: przeprowadźmy szczepienia dziennikarzy pracujących na pierwszej linii" - napisała na niezalezna.pl posłanka PiS. Nie ujęła, czy chodzi tylko o dziennikarzy TVP i wspierających rząd, czy również przedstawicieli IV władzy uczciwie, bezstronnie i rzetelnie, uprawiających zawód i patrzących na ręce również Zjednoczonej Prawicy.

Nie widziałem dziennikarza, który przyklasnąłby inicjatywie posłanki PiS. Nie znam też dziennikarza, który zabiegałby o wcześniejsze zaszczepienie, gdy wciąż nie zostali zaszczepieni m.in. pracownicy medyczni, seniorzy, czy choćby sprzedawcy sklepów spożywczych, którzy są narażeni na ciągły kontakt z potencjalnymi zakażonymi.

Myślę, że większość dziennikarzy chętnie promowałaby bezinteresownie akcję szczepienia się również szczepionkami, które mają zostać zmarnowane z powodu niestawienia się na nie chętnych. Ale nadstawiać ramię do ukłucia, jako jedni z pierwszych? Dziennikarze nie są lepsi od kierowców transportu publicznego, kurierów, sprzedawców czy urzędników. Jeśli pani posłanka chce się zaszczepić wcześniej, uważając się wciąż za dziennikarkę, niech powie wprost, ale niech nie wciąga w swoje gierki całej grupy zawodowej. Dziękujemy, postoimy.

Kiedy wydawało się, że nic nie przebije buty posłanki PiS, głos zabrał senator Stanisław Karczewski, były marszałek Senatu z PiS, który powiedział w TVN24 że nie przetestowano wszystkich wracających z Wielkiej Brytanii na święta bo... „rząd byłby za to hejtowany” i „nie byłoby co z tymi zakażonymi zrobić”.

Jaki jest efekt? Minister zdrowia Adam Niedzielski przyznał: „Udział mutacji brytyjskiej koronawirusa w kolejnych badaniach genomu osiągnął już w Polsce wartość 80 procent”. I podkreślił, że brytyjska mutacja wypiera inne warianty wirusa w naszym kraju. Z Wielkiej Brytanii wciąż można przylecieć do Polski bez testu.

Rząd nie uczy się na błędach cudzych, a tym bardziej własnych. Szkoda, że ceną jest życie i zdrowie Polaków.

W czwartek premier Morawiecki zaatakował opozycję, media i prywatną ochronę zdrowia, na jednym oddechu apelując o jedność w czasie trzeciej fali pandemii. Szef rządu przyznał, że obecnie w szpitalach zajętych jest 70 proc. łóżek covidowych oraz 70 proc. łóżek respiratorowych i zbliżamy się do granicy wydolności ochrony zdrowia.

Władza przyznaje również, że nie potrafiła wyegzekwować limitu osób w pomieszczeniach publicznych, takich jak kościoły i sklepy, 1 osoby na 15 metrów. Symbolem kapitulacji rządu była wypowiedź ministra zdrowia, który zapytany o to, jak będzie sprawdzane przestrzeganie obostrzeń w kościołach stwierdził, że rząd pozostawia to stronie kościelnej. Nawet w czasie pandemii Kościół ma w Polsce uprzywilejowaną rolę i jest państwem w państwie.

Dwóch rzeczy możemy być pewni. Polska pobije kolejne rekordy zakażeń i umieralności oraz rząd nie wyciągnie wniosków z popełnionych błędów, za które będzie winić każdego, tylko nie siebie.

Jedno za to trzeba PiS oddać - sztukę uderzania w nieswoje piersi za własne błędy opanowali do perfekcji. Kolejne tygodnie PiS poświeci na szukania winnych za wzrost zakażeń. Winnych w swoich szeregach nie wskażą.