Kiedy Jacek Żakowski mówi, że "Polska potrzebuje prawicy", to nie wypada odmawiać mu szczerości. W końcu o czymred. Żakowski miałby pisać, gdyby tej prawicy nie było? Na szczeście - dla Polski i dla redaktora "Polityki" - prawica istnieje, dlatego Żakowski spokojnie może poświęcić jej kolejny tekst.
Tekst nie jest może zbyt oryginalny, styl i retoryka również w normie ("szaleńcy", "paskudztwo", "ekstremiści"), lecz publicyście udaje się przemycić sporo słusznych myśli. Na przykład:
Prawica ma kłopot. Przynajmniej ta część prawicy, która sama siebie chce traktować poważnie i zna pojęcie wstydu. Bo coraz trudniej jest konsekwentnie żyrować to, co politycy PiS pokazują publicznie i to co robią nakręcani przez nich ekstremiści, a nie żyrowanie oznacza pośrednie przyznanie racji nurtom, środowiskom i osobom, za którymi cała prawica od dawna jest w najostrzejszym sporze i które uważa za najbardziej szkodliwe. Trudno sobie z takim dylematem poradzić.
(oczywiście, prosta byłaby taka, że wyznacznikiem prawicowości nie jest "żyrowanie" tego, co robi PiS. Problem w tym, że w przypadku części publicystów, szczególnie tych najbardziej niepokornych, tak to w praktyce wygląda)
lub
Polska potrzebuje prawicy tak samo, jak potrzebuje lewicy. A sztama z szaleńcami sprawia, że po prawej stronie zaczyna wyłaniać się mroczna, jałowa politycznie dziura skazująca nas na wieczne rządy Platformy
I choć to ciekawe zdania, muszę się przyznać (ze wstydem!), że w co najmniej równym stopniu zaciekawił mnie inny fragment tekstu, w którym Żakowski mówi o swoich ukrytych pragnieniach.
Kiedy widzę kolegów tłumaczących, że Kuba Wojewódzki dostał to, na co zasłużył, bo przecież "prowokuje", zastanawiam się, czy w tę logikę wpisują też możliwość, że ich samych ktoś czymś obleje, uderzy lub postrzeli. Bo przecież jest to oczywiście prowokacyjna wypowiedź.
- stwierdza na początku (też słusznie!) publicysta. I wyznaje:
Aż mnie samego korci, żeby np. red. Warzesze przyłożyć bejsbolem tylko po to, by usłyszeć płynący z ociekającej krwią głowy okrzyk: "mam, com chciał, bo prowokowałem".
Całkiem możliwe, że to niezupełnie odosobnione pragnienie.