W wieku 96 lat zmarł Jürgen Habermas, jeden z ostatnich wielkich autorytetów bezpiecznego, wygodnego liberalnego Zachodu, z którym – zanim zdążyliśmy się na dobre oswoić – przychodzi nam, w ciągu ostatnich kilkunastu lat, się żegnać. Przez całe dekady, ten znany niemiecki filozof i socjolog, wykładowca uniwersytetów we Frankfurcie n. Menem i Heidelbergu, a także dyrektor Instytutu Maxa Plancka w Starnbergu, budził ogromne zainteresowanie, niemal uwielbienie u jednych i stanowczą krytykę u drugich. To, kim był i kim się stał ów wybitny uczony dobrze ilustruje szacunek z jakim żegnały go różne środowiska i autorytety, od lewa do prawa, także we współczesnej Polsce, w której ani Niemcy, ani tym bardziej postmarksowska Szkoła Frankfurcka – z którą Habermas bywa kojarzony – nie mają dziś, zwłaszcza po prawej stronie, zbyt dobrych notowań.
Czytaj więcej
Największy żyjący niemiecki myśliciel w jednym miał na pewno rację – nigdy nie oczekiwał, by w Europie Środkowo-Wschodniej zdarzyło się coś, co rze...
Od lewicowych kwestii do liberalnych odpowiedzi
Fenomen życia i naukowego dorobku wybitnego niemieckiego uczonego można opowiedzieć w różnych odsłonach.
Pokoleniowo, urodzony w 1929 r., Habermas należał do generacji Kołakowskiego, Ratzingera, Dahrendorfa, Huntingtona, czy św. Jana Pawła II – wybitnych intelektualistów, którzy, opowiadając z różnych ideowych stron wyjątkowość demokratycznego Zachodu, jednocześnie już 40 czy 50 lat temu zwracali uwagę na rozmaite jego słabości, których skutki widzimy dziś gołym okiem. U autora „Teorii działania komunikacyjnego” jak refren wracała przestroga przed skolonizowaniem obywatelskiego „świata życia” przez system nowoczesnej władzy i gospodarki. Współczesne polityczne populizmy, które stają się parodią społeczeństwa obywatelskiego, i dyktat technologicznych bigtechów w naszym codziennym życiu, są dziś smutną, namacalną ilustracją tej intuicji.