Michał Piękoś: Sukces Włodzimierza Czarzastego. Lewica miała wejść do rządu i wejdzie

Różne frakcje w partii już niejednokrotnie stawiały krzyżyk na liderze Nowej Lewicy, a on zawsze wracał wzmocniony – pisze publicysta.

Publikacja: 26.10.2023 03:00

Włodzimierz Czarzasty

Włodzimierz Czarzasty

Foto: PAP/Paweł Supernak

Czy Lewica przegrała i powinna rozliczyć Włodzimierza Czarzastego? Taką wizję kreśli dr Bartosz Rydliński w „Rzeczpospolitej” („Bartosz Rydliński: Czy Włodzimierz Czarzasty zrozumie, że jego czas zwyczajnie minął?”, 18 października), przekonując do potrzeby pilnych personalnych zmian w partii. Winę za rzekomą porażkę ma ponosić współprzewodniczący Nowej Lewicy. Ale pojawiają się pytania. Czy wynik z 2019 r. był do powtórzenia? Czy partia, która niedawno jeszcze była poza Sejmem, a dziś wraca do współrządzenia, w ogóle jest przegrana?

Zarzut Rydlińskiego jest następujący: w wyborach w 2019 r. Lewica otrzymała 12,6 proc. głosów, podczas teraz jedynie 8,6 proc. Ale aby zrozumieć drogę, którą przeszła formacja, nie wystarczą same cyfry. Zadaniem partii jest wzięcie odpowiedzialności za państwo, a nie samo ściganie się w mandatach. 15 października Platforma Obywatelska zdobyła 127 mandatów i idzie po władzę. W roku 2005 r. zdobyła o sześć mandatów więcej, ale zasiadła w ławach opozycji i musiała się pogodzić z przegraną. Liczba posłów jest ważna, ale na niej nie kończy się polityka.

Historyczne bonusy

Rok 2019 był dla Lewicy ewenementem, okoliczności zewnętrzne sprzyjały Czarzastemu, Biedroniowi i Zandbergowi ponad miarę. Po pierwsze, nie pojawiła się żadna atrakcyjna dla wyborców z centrum nowa partia polityczna. Wyborcy, którzy głosują na „nowych”, nie dostali swojej partii sezonowej i szukali, gdzie postawić krzyżyk. Tymczasem – dla przypomnienia – w 2015 r. weszła do Sejmu Nowoczesna, w 2011 r. – partia Palikota, a w 2005 r. – Samoobrona. W tym roku w wyborach zadebiutowała zaś Polska 2050.

Czytaj więcej

Nowa Lewica po konsultacjach z prezydentem. Biedroń zabrał z pałacu długopis

Lewica po porażce z 2015 r., kiedy z wynikiem 7,55 proc. nie dostała się do Sejmu, spędziła cztery lata w politycznym niebycie. W oczach wielu wyborców wracała w 2019 r. na Wiejską jako outsider, co przyciągnęło na jej listy elektorat, który z lewicą nie miał ani wcześniej, ani później wiele wspólnego.

Po drugie, Lewica wtedy po raz pierwszy od wielu lat połączyła siły. 2019 r. to był czas łączenia trzech pokoleń lewicy i historycznej konsolidacji. Wyborcy wynagrodzili pojednanie premią, a elektoraty się bezproblemowo zsumowały. Wbrew temu, co lubią mówić politycy i sztabowcy, wynik sprzed czterech lat nie był efektem ani genialnej kampanii, ani jakiejś ponadludzkiej pracy w terenie. Okoliczności były sprzyjające, było wielkie pojednanie i wielka pustka na scenie politycznej. Lewica miała swoje pięć minut i je wykorzystała.

Trzecia droga Lewicy

Bartosz Rydliński przywołuje Trzecią Drogę jako wzór właściwej strategii wyborczej. Chwali obrażonych na marsz 4 czerwca Szymona Hołownię i Władysława Kosiniaka-Kamysza za „bronienie separatyzmu partyjnego” i zarzuca Lewicy, że maszerując u boku Tuska, „zachowała się tak, jakby była częścią Koalicji Obywatelskiej”. Poparcie dla formacji stabilnie rosło przez okres wakacji, podczas gdy sojusz PSL i partii Hołowni wytracał poparcie.

Trzecia Droga i jej wielki „sukces” to także kwestia pewnej narracji. Patrząc na rozkład głosów między kandydatów PSL i Polski 2050, każda z tych partii odnotowała poparcie odpowiednio na poziomie około 7,1 oraz 7,3 proc., czyli poniżej Lewicy i poniżej oczekiwań. Dodatkowo reprezentacje tych dwóch środowisk politycznych pod względem liczby posłów nie odbiegają od reprezentacji, którą wprowadził Włodzimierz Czarzasty.

Czytaj więcej

Ponad połowa Polaków wierzy, że koalicyjny rząd opozycji utrzyma się przez 4 lata

Po tym, jak Czarzasty obiecał i zrealizował powrót Lewicy do Sejmu, zapewnił o powrocie formacji do rządu. To było jego hasło, z którym stanął 9 października 2021 r. przed tysiącem delegatów na partyjnym kongresie w Warszawie. Tam też został wybrany liderem olbrzymią liczbą głosów, otrzymując silny mandat do realizacji zadania.

Za dwa miesiące poznamy skład nowego rządu, wtedy się dowiemy, kto wygrał, a kto przegrał. Różne frakcje w partii już niejednokrotnie stawiały krzyżyk na Włodzimierzu Czarzastym, a on zawsze wracał wzmocniony. Może nieraz lepiej poczekać parę tygodni, niż potem bić się w pierś?

Autor jest redaktorem naczelnym „Dziennika Trybuna”

Czy Lewica przegrała i powinna rozliczyć Włodzimierza Czarzastego? Taką wizję kreśli dr Bartosz Rydliński w „Rzeczpospolitej” („Bartosz Rydliński: Czy Włodzimierz Czarzasty zrozumie, że jego czas zwyczajnie minął?”, 18 października), przekonując do potrzeby pilnych personalnych zmian w partii. Winę za rzekomą porażkę ma ponosić współprzewodniczący Nowej Lewicy. Ale pojawiają się pytania. Czy wynik z 2019 r. był do powtórzenia? Czy partia, która niedawno jeszcze była poza Sejmem, a dziś wraca do współrządzenia, w ogóle jest przegrana?

Pozostało 88% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Publicystyka
Paweł Kowal: W sprawie Ukrainy NATO w połowie drogi
Materiał Promocyjny
Mity i fakty - Czy to prawda, że elektryczne auta palą się częściej niż spalinowe?
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Przez logikę odwetu Donald Tusk musi za wszelką cenę utrzymać się u władzy
Publicystyka
Groźny marsz Marine Le Pen
Publicystyka
W Małopolsce partia postawiła się Jarosławowi Kaczyńskiemu. Czy porażkę można przekuć w sukces?
Publicystyka
Łukasz Warzecha: Czas wprowadzić maksymalny wiek biernego prawa wyborczego