Przez lata patrzyłem na Elona Muska podobnie jak inni: przede wszystkim jako na fundatora marki motoryzacyjnej Tesla, która produkuje samochody raczej słabej jakości, ale sprzedaje nie tyle auta, co raczej złudzenie nowoczesności dla zagorzałych fanów elektromobilności. Stąd ich przesadne naszpikowanie technologią. Jako że wymuszaną elektromobilność uznaję za niebezpieczny absurd i ślepą uliczkę, nie myślałem o Musku zbyt ciepło. Choć oczywiście jego firma tylko korzystała na polityce UE, Kalifornii czy Norwegii.

Musk zajmował się również innymi, mniej znanymi projektami. Space X to firma, za sprawą której prywatne przedsięwzięcia kosmiczne stały się realne. Magazyny energii, budowane pod marką Tesli, nie spowodowały na razie rewolucji energetycznej, ale to wyjątkowo interesujący sektor, bo właśnie brak możliwości magazynowania energii jest jednym z głównych powodów, dla którego odnawialne źródła wciąż nie są prawdziwą alternatywą dla atomu czy węgla. Hyperloop, czyli koncepcja kolei poruszającej się z prędkością dźwięku w tunelu niemal próżniowym, to z kolei raczej fantasmagoria, także ze względu na koszty, ale efektowna. Jednym słowem – miał do niedawna Musk wizerunek uwielbianego przez fanów elektromobilności i nowoczesności, nieco ekscentrycznego miliardera wizjonera. Niejako domyślnie przyjmowano, że ktoś taki musi się wpisywać w lewicowy paradygmat paternalizmu bogaczy, dominujący wśród globalnych miliarderów. A Musk tego przekonania nie prostował.

Czytaj więcej

Musk będzie miał problemy? Sprzedał akcje Tesli w nie najlepszym momencie

Zmieniło się to w momencie, gdy zaczął rozważać zakup Twittera, a gdy go ostatecznie kupił, okazało się, że nowy właściciel to człowiek o wyrazistych poglądach. W zasadzie nowy Musk. I to ten nowy Musk zamieścił niedawno na Twitterze ankietę z krótkim pytaniem: „Czy Światowe Forum Ekonomiczne powinno kontrolować świat?”. Spośród 2,4 mln odpowiedzi 86 proc. było na „nie”.

Musk okazuje się jedną z najciekawszych postaci współczesnego świata. Nawet nie dlatego, że jego poglądy, które coraz lepiej poznajemy, wydają się jakoś szczególnie oryginalne. Osoby o autentycznie liberalnych przekonaniach od dawna mogą je odnaleźć u prawdziwie wolnościowych postaci życia publicznego, przy czym raczej w USA niż w Europie. Na naszym kontynencie prawica bliska libertarianizmowi pozostaje na marginesie. Musk wydaje się iść całkowicie pod prąd linii przyjętej wśród najbogatszych ludzi świata, stawiając przede wszystkim na wolność, zamiast na układanie ludziom życia. Niewątpliwie stąd jego zaczepka pod adresem WEF, na którym tak chętnie brylują polscy politycy, a która to impreza – zwłaszcza poprzez mniej chętnie relacjonowane panele i debaty – lubi tworzyć ambitne projekty inżynierii społecznej.

Jasne, że Musk jest chimeryczny. Zmienia często zdanie, trudno powiedzieć, kiedy prowokuje, a kiedy mówi, czy pisze serio. A jednak miła jest nadzieja, że do grona najpotężniejszych ludzi świata dostał się ktoś, kto nie chce śpiewać w ich chórze i pokazuje alternatywną drogę. Nawet jeśli miałoby się okazać, że to tylko gra pozorów.

Autor jest publicystą „Do Rzeczy”