Nie wiem, czy od początku był rosyjskim agentem, czy uciekł do Moskwy, dopiero gdy okazało się, że nie zostanie bohaterem, a dostanie „czapę” za zdradę tajemnicy państwowej. Nie wiem, co ruskim pokazał. Ale wiem, co pokazał nam. Że jesteśmy totalnie inwigilowani. Co prawda niektórzy podejrzewali to wcześniej, ale Snowden dostarczył na to dowodów. I za to właśnie był ścigany i za samo to mógł zostać zamordowany w majestacie amerykańskiego prawa przez amerykańskiego kata.

Czytaj więcej

Władimir Putin przyznał rosyjskie obywatelstwo Edwardowi Snowdenowi. Nie trafi na front

Najbardziej zdumiało mnie wówczas, że atakowali go różni obrońcy „sygnalistów”, jak zostały nazwane na przykład osoby, które stały za Panama Leaks – czyli wyciekiem poufnych dokumentów z rajów podatkowych. Na zdrowy rozum ujawnienie skali i metod szpiegowania obywateli przez rządy powinno być bardziej docenione niż ujawnienie nazwisk osób ukrywających przed tymi rządami swoje dochody. I powinno to doprowadzić do upadku rządów, które takich praktyk się dopuszczały. A dopuszczała się tego administracja najbardziej postępowego prezydenta USA i przy okazji laureata Pokojowej Nagrody Nobla – Baracka Obamy.

Nie wiem, czy krytycy Snowdena nie uznaliby go za dobrego sygnalistę, gdyby ujawnił takie działania administracji Donalda Trumpa, czy po prostu wypierają ze swej świadomości niewygodne fakty o tym, że są totalnie inwigilowani, czy może… niektórzy uczestniczą w tym procederze.

Platon opisał krążenie ustrojów. Jak demokracja – czyli rządy labros stratos (popędliwego tłumu) – zamienia się w tyranię. Nie w drodze rewolucji, tylko ewolucji. Powolutku. Dzieje się to za sprawą demagogów, którzy nastrojami tłumu manipulują, a wolność jednostek ograniczają. Dziś tyrania, która nam grozi, nie będzie miała formy jednowładztwa. To będzie raczej oligarchia. Są do tego odpowiednie instrumenty. Techniczne i prawne. Szpieguje nas własny smartfon. Przepisy o kontroli operacyjnej pozwalają nas podglądać – jak to pokazał film „Snowden”. Trwa kampania wyeliminowania gotówki – będziemy płacić tylko kartą i władza będzie wiedziała nie tylko, co mówimy, ale co kupujemy, kiedy, gdzie i od kogo. Dostęp do „fiducjarnych” środków płatniczych będzie w każdej chwili mógł być odcięty nie tylko „podejrzanym” jednostkom, ale i całemu tłumowi. Że to niemożliwe? Że to szurostwo? To popatrzcie na tych, których sobie wybieramy na „przywódców”. Nie wydają się być do tego zdolni? Może nie będą umieli, ale na pewno by chcieli.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI