Obywatel Jakub Żulczyk, z wykształcenia dziennikarz i amerykanista, z zawodu pisarz i scenarzysta, został oskarżony przez prokuraturę o znieważenie głowy państwa, a sąd ostatnio stwierdził, że zamierza obywatela osądzić. Wszystkie instytucje w poprzednim zdaniu celowo piszę małą literą, bo jaka prokuratura, sąd i głowa, takie też niestety państwo.

Nieznany mi osobiście obywatel Żulczyk napisał na Mordabuku krótki esej amerykanistyczny wyjaśniający, dlaczego brak gratulacji dla Joe Bidena za wygranie wyborów jest poważnym błędem dyplomatycznym.

Przypomnijmy, że Mój Ulubiony Pan Prezydent, w skrócie MUPP, złożył Bidenowi gratulacje z powodu udanej kampanii, a pytany, dlaczego nie pogratulował zwycięstwa, usiłował popisać się znajomością systemu politycznego USA i przydudził, że jeszcze nie wypowiedziało się Kolegium Elektorów, więc gratulacje z powodu wygrania wyborów byłyby przedwczesne.

MUPP wpisał się tym samym w kampanię Trumpa, który starał się dowieść, że wybory zostały sfałszowane i wywierał polityczną presję na Elektorów, żeby zignorowali wolę wyborców i obwołali Prezydentem właśnie jego.

Amerykanista Żulczyk logicznie wyjaśnił, czemu takie działanie szkodzi polskim interesom, ale na koniec amerykanista ustąpił miejsca scenarzyście, który napisał: „Biden jest prezydentem, a Duda debilem". I za to obywatel Żulczyk będzie teraz sądzony.

Na początku sądziłem, że chodzi o ortografię – że powinno być przecież napisane: Biden jest Prezydentem, a Duda Debilem. Wszystko, co dotyczy Mojego Ulubionego Pana Prezydenta, powinno być pisane dużą literą. Jeśli ta ustawa jeszcze przez Sejm RP nie przeszła, to tylko przez nieuwagę. Ale jak wiadomo, można to szybko naprawić, przyjmując Ustawę o Dużej Literze, bo w ostatnim czasie cały proces deliberatywny w Sejmie potrafi potrwać mniej niż dzień roboczy damy do towarzystwa.

Szanse obywatela Żulczyka przed sądem pierwszej instancji oceniam nisko. Nazwał bowiem Mojego Ulubionego Pana Prezydenta debilem całkiem niesłusznie. Założył bowiem, że MUPP wypowiedział zdanie, które sam wymyślił, i że obraźliwa forma gratulacji wobec Joe Bidena była jego własnym pomysłem. Tymczasem jestem przekonany, że nad formą gratulacji męczyły się najtęższe umysły zatrudnione w jego kancelarii, a może nawet jeszcze i w MSZ. A potem to dzieło zbiorowej pomroczności jasnej zostało zaprezentowane Mojemu Ulubionemu Panu Prezydentowi wraz z wielostronicowym uzasadnieniem, w którym tylko raz padł słynny cytat radiowy „Cały Kaczor, cały ON". Ten raz jednak wystarczył, bo zawsze wystarcza.

Gdyby więc obywatel Żulczyk napisał, że Mój Ulubiony Pan Prezydent to człowiek, który ma złych doradców lub robi, co mu każą, to przed sądem by się pewnie wybronił – dowodów materialnych aż nadto. Tymczasem debil to określenie stricte medyczne, a medycyna, jak wiadomo, bada zdrowie, a nie charaktery. Więc obawiam się, że obywatel Żulczyk w sądzie pierwszej instancji zostanie skazany.

Sprawa jednak nie jest błaha i porzućmy na chwilę żarty oraz śmiech przez łzy. Dla przyszłości sądownictwa w Polsce jest naprawdę ważne, czy Jakub Żulczyk zostanie skazany na karę więzienia – grozi mu ponoć aż dwa lata odsiadki i czy ewentualna kara zostanie podtrzymana przez sądy wyższej instancji. Jeśli Jakuba Żulczyka uniewinni dopiero Trybunał w Strasburgu, to wstyd będzie równie duży, jak z pseudogratulacji.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Mój znajomy Farfocel twierdzi, że MUPP nie miał wyjścia – prawo to prawo, a prokuratura jest niezależna. Obawiam się, że wątpię na wszystkich frontach. Gdyby Mój Ulubiony Pan Prezydent chciał ukręcić łeb sprawie, to poinformowałby prokuraturę i sąd, że szkoda wydawania pieniędzy podatników, bo on w razie skazania i tak obywatela Żulczyka ułaskawi. Ba, mógłby to zrobić od razu, pokazując, że ułaskawienie przed wyrokiem nie jest zarezerwowane dla ministrów od służb specjalnych.

Korzystając z wakacji, mógłby też zaprosić obywatela Żulczyka na przejażdżkę prezydenckim skuterem wodnym, a następnie przy grillu wspomnieć mimochodem, że z zainteresowaniem zapoznał się z merytoryczną krytyką, i zauważyć, że krytyka niepotrzebnie została przyćmiona użyciem obraźliwego zwrotu.

Ale tego nie zrobił. Najwyraźniej lubi, gdy jego godności broni prokuratura. Ustawa o Dużej Literze czai się za rogiem.