Pamiętacie pewnie Państwo wczorajszy płomienny tekst (jeśli nie, to warto przeczytać) redaktora Lisa, w którym nawoływał nas wszystkich do antyfotoradarowej rewolucji i w gorących słowach potępił ministra transportu Sławomira Nowaka.

Dziś mamy odpowiedź ministra, który nie pozostał dłużny i w równie złośliwy (choć odrobinę bardziej subtelny) sposób wbił szpilę redaktorowi naczelnemu "Newsweeka".

Wczorajszy tekst redaktora Lisa, w którym nawołuje Polaków do Narodowego Programu walki z fotoradarami, dowodzi tylko jednego - Pan Tomasz Lis za szybko jeździ, za szybko myśli, za szybko ocenia, za szybko wysuwa wnioski, stąd oceny są wyjątkowo pobieżne. Proszę więc Pana Redaktora, żeby trochę zwolnił.

- zaczął Nowak. I pouczył redaktora:

Wolniej - wtedy można się zastanowić i nad paroma faktami. I jeszcze proszę, żeby tylko choć na chwilę wyciszyć ego, które wie lepiej (wie lepiej, jaka prędkość jest adekwatna na danym odcinku drogi, wie lepiej, że tego znaku tu nie powinno być, wie lepiej, że ten fotoradar to stoi tylko po to, żeby nabić kieszeń Rostowskiemu). Także w zawodzie dziennikarza czasem wolniej - podobnie na drodze - znaczy mądrzej.

Niestety, później jesteśmy poddani całą masą akapitów tłumaczących dlaczego fotoradary są nam niezbędne, aby być bezpiecznymi, o tym, jak wiele rząd zrobił w kwestii dróg, i że tak naprawdę to nie o pieniądze chodzi.

Szacunkowe 1,5 mld zł wpływów z mandatów, tak jak każda inna prognoza wpływów, musiało zostać wpisane do projektu budżetu. Ale to TYLKO prognoza wpływów. Chętnie włączymy się z ministrem Cichockim do akcji "Zero kasy z mandatów dla Rostowskiego". Będzie to bowiem oznaczało, że mniej osób ginie na drogach i że przestrzegamy przepisów ruchu drogowego. Rozmawiałem już z ministrem Rostowskim na ten temat. On także chętnie włączy się do tej akcji.

- dodał.

Jak widzimy, półtora miliarda to tylko taka niewinna liczba, którą trzeba było podać. Dla naszego bezpieczeństwa.