Gibała zorganizował kampanię społeczną „Kierunek Kraków”. Jak czytamy na stronie internetowej - intencją akcji jest poznanie opinii krakowian na temat życia w mieście i zaangażowanie ich do współpracy przy planowaniu jego rozwoju. Autor zapewniał, że koszty kampanii - około 400 tysięcy zł - pokrył z własnej kieszeni i że nie ma ona charakteru wyborczego. Innego zdania jest Państwowa Komisja Wyborcza i twierdzi, że powinna zapłacić partia, bo to kampania nie społeczna, a wyborcza.

Poseł Jan Widacki (na zdjęciu) z SLD, który zgłosił swoje wątpliwości do PKW, stwierdził:

To działanie przed rozpoczęciem kampanii i ewidentne obchodzenie prawa, choćby zakazu wykorzystywania do agitacji billboardów.

Odpowiedź Państwowej Komisji Wyborczej powinna zadowolić czujnego posła SLD:

Działania podejmowane przez Łukasza Gibałę tuż przed zakończeniem kadencji Sejmu mają charakter przedwyborczej agitacji promocyjnej, a przez to należy je uznać za omijanie przepisów prawa.

Ireneusz Raś, szef małopolskiej PO, zaznacza:

Działania posła Gibały nie były nigdy konsultowane z władzami partii. Platforma zajmie stanowisko w sprawie zarzutów PKW w najbliższych dniach.

Sam zainteresowany nie zgadza się z decyzją PKW:

Kampania ma charakter społeczny, planowana była już w styczniu, konsultowałem ją z prawnikami. Podobne akcje podejmują posłowie m.in. z Warszawy i Wrocławia - stwierdził Łukasz Gibała.

Każdy orze, jak może, panie pośle. My to rozumiemy, ale PKW nie powinna.