Moich kontrkandydatów bardzo boli, że jestem związany z Kościołem i ja tego nigdy nie ukrywałem. Ponadto myślę, że nie powinno mieć wpływu na decyzje wyborcze to, że mówi się, iż pan Wild jest ewangelikiem, pan Szełemej ma korzenie żydowskie, a pan Lubiński być może reprezentuje podejście ateistyczne.
Jarosław Nowak z łódzkiego Instytutu Tolerancji stwierdza:
To niesmaczna i cyniczna gra na nastrojach. Religia jest kwestią intymną i nie powinna znajdować się w katalogu walki politycznej.
Kontrkandydat Patryk Wild ocenia:
Nie wiem, czy to bardziej śmieszne, czy żenujące. Jeśli ktoś nie ma nic do powiedzenia, to grzebie w takich rzeczach.
Mirosław Lubiński mówi:
Hasłem Zielińskiego jest „Stawiam na swoich” i właśnie do swoich kieruje tę wypowiedź. To gra nastawiona na pozyskanie twardego PiS-owskiego elektoratu, który przy urnach kieruje się nie programem kandydata, ale emocjami i kwestiami drugorzędnymi. Takie wypowiedzi z ust poważnego kandydata absolutnie nie powinny paść.
Sam Zieliński zapytany czemu wspominał o wyznaniu swoich przeciwników stwierdził:
Jako organista i katolik jestem przez moich konkurentów stygmatyzowany. I choć oczywiście się tego nie wstydzę, to uważam, że takie rzeczy nie powinny mieć wpływu na decyzje wyborców o tym, kogo poprzeć. Wspomniałem o nich właśnie po to, żeby zwrócić uwagę, że nie powinny.