Chuligani obrzucali synagogę kamieniami. Gdy jeden z napastników został zatrzymany, motłoch rzucił się na schronisko żydowskie przy ul. Miodowej 26 oraz szereg mieszkań przeważnie żydowskich. Chuligani, wdzierający się do mieszkań bili znajdujących się tam Żydów i rabowali ich mienie. Jednocześnie urządzano napady na przechodniów żydowskich, nie omijając nawet wojskowych w mundurach Wojska Polskiego.
Na Wolnicy zbrodniarze zastrzelili 53-letnią Żydówkę nazwiskiem Bergerowa i ciężko ranili 5 osób. Naprzeciwko Elektrowni pewien osobnik rozpłatał głowę nieznanego nazwiska Żydówce. Jak się okazało, zbrodniarz za czasów okupacji trudnił się wydawaniem Żydów w ręce gestapo.
Synagogę motłoch podpalił od wnętrza, a zbeszczeszczone rodały ułożono według wzorów niemieckich na ulicy na stos i podpalono. Jak stwierdzono, cała ta ohydna prowokacja była starannie przygotowana. Adresy mieszkań były uprzednio sporządzone z polecenia podżegaczy...
Władze państwowe przy udziale społeczeństwa energicznie zlikwidowały zbrodnicze zajścia. Ujęto szereg prowodyrów i organizatorów zbrodniczych wystąpień, w tej liczbie również Niemca Kurta Schultza i volksdeutschera Johanna Michnioka. Akcja likwidacyjna jest w toku."
W tej sprawie, informował dziennik, cztery stronnictwa demokratyczne wydały odezwę piętnującą jak najostrzej zbrodniczych organizatorów i uczestników zajść i żądającą traktowania ich na równi z gestapowskimi zbrodniarzami. Pod odezwą podpisali się: Zarząd Okręgowy Stronnictwa Demokratycznego, Wojewódzki Komitet Robotniczy Polskiej Partii Socjalistycznej,
Wojewódzki Komitet Polskiej Partii Robotniczej, Zarząd Wojewódzki Stronnictwa Ludowego.
Sprawców nazwano miejscowymi mętami i hitlerowskimi agentami.
W cztery dni później malutką czcionką wydrukowano wyjaśnienie kierownika Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa w Krakowie, mjr. Bieleckiego. /.../ „Około godz. 11-tej rano przed gmachem synagogi przy ul. Miodowej zgromadziła się grupa ludzi, która zaczęła obrzucać kamieniami modlących się. Spośród uczestników nabożeństwa wyszło kilku żołnierzy-Żydów, którzy uliczników odpędzili. Po jakimś czasie grupka zebrała się na nowo. Odegnano ją również. Wtedy jeden z osobników w mundurze wojskowym zwrócił się do 13-letniego Antoniego Nijakiego, polecając mu wejść do bóżnicy, wybiec z niej i podnieść okrzyk: - Ratunku, Żydzi chcieli mnie zamordować. Polecenie to Nijaki wykonał. Było to hasłem do ekscesów. /.../
W toku śledztwa ustalono, że próby rozpętania akcji pogromowej dokonały elementy wrogie Państwu.
Żadnego mordu czy zabójstwa ze strony Żydów nie było, natomiast są pisemne dowody stwierdzające bezspornie, że wersja o mordach dokonanych rzekomo na dzieciach polskich przez Żydów lansowana była w Krakowie już od szeregu tygodni".