W czym polski premier przypomina amerykańskiego prezydenta?
Tusk i jego ekipa sprawiają wrażenie dokładnie takie jak Obama. Ekipy zmęczonej władzą, bez inicjatywy, bez świeżego zapału, przytłoczonej kryzysem, zaskoczonej brakiem zrozumienia i płynącą zewsząd krytyką. To już nawet nie defensywa, ale walkower. A PiS bryluje nie tylko w mediach, ale przede wszystkim w społecznej świadomości.
Dziennikarka dodaje:
Człowiek patrzy na Platformę i nie widzi nic. Żadnych nowych pomysłów, żadnego zaangażowania. Widzi za to niedotrzymane obietnice. Jak dziś pamiętam polityków PO dających słowo honoru, że ustawa o in vitro będzie gotowa 31 sierpnia.
Według niej cała partia z niecierpliwością czeka na wystąpienie premiera:
Teraz cała PO zawieszona na swoim liderze z napięciem czeka na wystąpienie Donalda Tuska. On ma popchnąć Platformę i rząd do przodu, on ma przywrócić nadzieję (...). Oczekiwania wobec wystąpienia Tuska są tak duże, jakby miał on ogłosić co najmniej nowy początek świata.
Kolenda-Zaleska kończy jednak gorzko:
Ludzie zresztą nie są głupi, rozumieją, że na świecie nie jest dobrze i trzeba sobie radzić. (...) Ale przecież trzeba dyskutować ze społeczeństwem, wyjaśniać, tłumaczyć, pokazywać, że wciąż o coś nam chodzi. (...) Przygnębienie i posępność to nie są cechy, które Polacy chcieliby widzieć w swoim premierze. Zwłaszcza w czasach kryzysu.
Ciężkie zadanie spoczywa na Donaldzie Tusku, czy sobie poradzi?