Reklama

Jarosław Giziński o Arabii Saudyjskiej w kontekście ataków terrorystycznych we Francji

W szumie informacyjnym związanym z tragicznym zamachem w Paryżu w mediach ledwie przemknęła wiadomość z saudyjskiej Dżeddy, gdzie w piątek publicznie wychłostany został Raif Badawi, bloger i założyciel portalu "Free Saudi Liberals". To dopiero początek gehenny nieszczęśnika, który kolejne porcje 50 uderzeń będzie dostawał co piątek, aż zbierze się przepisana przez sąd kara tysiąca batów.
Jarosław Giziński

Jarosław Giziński

Foto: Fotorzepa/Waldemar Kompala

Potem będzie miał jeszcze dziesięć lat czasu na leczenie obitych pleców i przemyślenie swoich grzechów, bo tyle spędzi jeszcze w więzieniu. Należy przy tym podkreślić humanitaryzm wymiaru sprawiedliwości Królestwa Wahabitów, bowiem całej kary chłosty wymierzonej jednym ciągiem nieszczęśnik zapewne by nie przeżył.

Sprawa nie jest nowa, Badawi został aresztowany już 2012 r., jednak sporo czasu zabrało śledztwo, proces i procedura apelacyjna (w trakcie której karę... podniesiono z początkowych 7 lat więzienia i 600 batów). Zachodnie organizacje obrony praw człowieka z Amnesty International protestowały, ale z miernym skutkiem. I nikt nie organizował masowych demonstracji pod hasłem „wszyscy jesteśmy Raifami".

Jaki związek ma sprawa Saudyjczyka z zamachem na „Charlie Hebdo"? Ano taki, że zarówno Badawi jak i francuscy dziennikarze w rozumieniu islamskich radykałów zostali ukarani za obrazę religii. Saudyjski sąd stwierdził, że treści zamieszczane przez Badawiego na portalu "Free Saudi Liberals" są obraźliwe wobec przywódców religijnych, w tym osobiście Wielkiego Muftiego, a w konsekwencji obrażają islam. Prokurator zarzucił Badawiemu także apostazję, ale nie zdołał tego udowodnić (w tym wypadku wolnomyśliciel zapłaciłby głową). Wygląda na to, że planujący zamach bracia Kouachi doszli do podobnych wniosków w odniesieniu do zespołu redaktora Charbonniera, jednak im żaden sąd potrzebny nie był. Wystarczył kałasznikow.

Sprawa jest więc oczywista. Bracia okazali się nadgorliwcami a przecież strzelanie do dziennikarzy nie ma sensu: jest brutalne, a poza tym wzbudza niechęć do wyznawców islamu na Zachodzie. Wystarczyło zespołowi redakcyjnemu „Charlie Hebdo" wymierzyć po sto batów - w eksportowej wersji „light". Nikt by nie zginął i wszystko byłoby zgodne z prawem.

Poza ironią pozostaje jednak głęboki niesmak. Przekonania, którymi w ekstremalnej formie posłużyli się francuscy dżihadyści są bowiem wspierane przez praktykę prawną najbardziej konserwatywnych państw islamskich. Tylko w Arabii Saudyjskiej ścięto w ubiegłym roku ok. 70 osób, w tym za rzeczy, których gdzie indziej nikt nie uznałby za przestępstwo (np. rzucanie czarów, zdrada małżeńska, kontakty homoseksualne).

Reklama
Reklama

Nie przeszkadza im to jednak pozostawać strategicznymi sojusznikami Zachodu (a naftowa potęga skutecznie cementuje tą wspólnotę interesów). Co więcej, konserwatywne monarchie aktywnie zwalczają al Kaidę i innych radykałów - do których ochoczo zaliczają oczywiście własnych niepokornych.

Arabia Saudyjska była jednym z pierwszych państw, które pospieszyły z potępieniem zbrodni w „Charlie Hebdo". I nikt w Rijadzie nie zauważył sprzeczności tej deklaracji z wytężoną pracą kata na państwowej pensji, który najlepiej pokazuje przykład braciom Kouachi i podobnym im szaleńcom.

Publicystyka
Marek Kutarba: Estonia grozi Rosji atakiem rakietowym. Co może być jego celem?
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Czy Zbigniew Ziobro ma na siebie pomysł
Publicystyka
Jędrzej Bielecki: Orędzie Donalda Trumpa o stanie państwa. Jak prezydent USA mijał się z prawdą
Publicystyka
Bogusław Chrabota: Światowy chaos z cłami Trumpa
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama