Reklama

Kopacz nie ma ochoty stawać murem za Wojtunikiem

CBA skierowało do prokuratury materiały, które mają obciążać Jana Burego, szefa Klubu PSL i byłego wiceministra skarbu. To kłopot także dla pani premier.

Aktualizacja: 08.06.2015 23:38 Publikacja: 08.06.2015 22:00

Andrzej Stankiewicz

Andrzej Stankiewicz

Foto: Waldemar Kompała/Fotorzepa

Szef CBA Paweł Wojtunik wysłał kilka dni temu list do premier Ewy Kopacz. Skarży się w nim na szefa Klubu Parlamentarnego PSL Jana Burego.

Wojtunik twierdzi, że publikując na swojej stronie internetowej anonimy o działaniach CBA, Bury sprowadza „realne zagrożenie na funkcjonariuszy". Pisze też o „próbach destabilizacji pracy i obniżenia skuteczności funkcjonowania CBA" przez wpływowego polityka PSL.

Nie jest tajemnicą, że CBA tropi Burego od kilku lat. Efektem tego śledztwa jest kilka głośnych spraw – w tym zarzuty korupcyjne dla Mirosława Karapyty, marszałka Podkarpacia i protegowanego Burego.

Od dłuższego czasu trwa niemal otwarty pojedynek Wojtunika z Burym, który doskonale wie, że jest inwigilowany, i zdaje sobie sprawę, czego szuka CBA.

Część świadków zeznających w śledztwie zaraz po rozmowie z agentami zdawała relacje właśnie Buremu. Zgłosił się też do niego były pracownik CBA i to jego list – dotyczący rzekomych nieprawidłowości w rzeszowskiej delegaturze antykorupcyjnej specsłużby – opublikował Bury w internecie.

Reklama
Reklama

Jednak już wcześniej Bury próbował rzucać CBA kłody pod nogi, wysyłając rozmaite donosy do prokuratury.

Czemu więc tym razem Wojtunik zareagował tak ostro? Bo tym razem sytuacja jest inna – według informacji „Rzeczpospolitej" CBA skierowało nowe materiały przeciw Buremu do prokuratury.

– Pismo do premier zostało wysłane po to, żeby nas broniła, kiedy się zacznie – twierdzi nasz rozmówca, wysokiej rangi oficer CBA.

Co się zacznie? Burza wokół Burego. Szefowie CBA na czele z Wojtunikiem są bowiem przekonani, że zgromadzone w śledztwie materiały kwalifikują się do postawienia przed sądem jednego z liderów ludowców.

Tyle że – po pierwsze – decyzja jest w rękach prokuratury. A po drugie, pani premier nie ma wielkiej ochoty stawać murem za CBA.

Początkowo rzeczniczka rządu wyraziła zdumienie, że Wojtunik skarży się do Kopacz na polityka, który nie jest ani członkiem jej gabinetu, ani Platformy – a pani premier tylko za takich czuje się odpowiedzialna. Faktem jest jednak, że szef CBA podlega formalnie premierowi – dlatego też w poniedziałek Kopacz zapowiedziała, że podejmie decyzje po spotkaniach z Wojtunikiem, koordynatorem specsłużb Jackiem Cichockim oraz z liderem PSL Januszem Piechocińskim. Sytuację nazwała „zawiłą".

Reklama
Reklama

Kopacz, podobnie jak całe szefostwo PO, ma z Wojtunikiem problem. Część współpracowników pani premier (choćby były szef MSW Bartłomiej Sienkiewicz) podejrzewa, że Wojtunik maczał palce w aferze taśmowej, która – co dziś widać – przyczyniła się do drastycznego spadku poparcia dla Platformy i przegranych wyborów.

W dodatku Wojtunik poza zabawą w kotka i myszkę z Burym zajmuje się jeszcze prześwietlaniem tak prominentnych współpracowników pani premier jak jej spec od wizerunku Michał Kamiński (podobnie jak Sławomir Nowak zapomniał się przyznać do drogiego zegarka) oraz sekretarz generalny PO z jej nadania Andrzej Biernat (CBA uważa, że nie stać go było na zakup samochodu za ćwierć miliona złotych).

Wyraźne opowiedzenie się za CBA w rozgrywce z Burym mogłoby kosztować panią premier nie tylko kłopoty w koalicji, ale także straty we własnej partii, jeśli Wojtunik wyśle do prokuratury kwity na jej ludzi.

Inna rzecz, że Wojtunik parę razy w sprawie Burego przestrzelił, przez co popieranie go dziś w ciemno nikomu w PO się nie uśmiecha.

Najgłośniejsza była operacja „sztabka złota" w lipcu minionego roku. Agenci w kilku miejscach w Polsce weszli do domów i biur ludzi z „układu podkarpackiego", w tym Burego. Odwiedzili go nawet w hotelu poselskim, co wywołało skandal w parlamencie. Szukali sztabki złota, którą Bury miał dostać za rzekome załatwienie nominacji sędziowskiej dla córki znajomego biznesmena z Leżajska na Podkarpaciu.

Tyle że złota u Burego nie znaleźli, a prawniczka nie została sędzią. – Problem z CBA na Podkarpaciu polega na tym, że zapuścili tam sieć o tak drobnych oczkach, że łowią przy okazji masę śmieci – uważa wysokiej rangi oficer ABW.

Reklama
Reklama

W CBA jest dziś jak w oblężonej twierdzy. Agenci doszukują się ludzi Burego w Prokuraturze Generalnej, Komendzie Głównej Policji, w ABW i NIK – przez jego znajomości z Podkarpacia i z PSL. Choć sporo w tym może przesady, faktem jest, że sprawa jest zagadkowa. Na przykład fakt, że Bury opublikował na swej stronie internetowej kopię listu Wojtunika do Kopacz, którą musiał dostać od którejś z instytucji publicznych.

Publicystyka
Estera Flieger: Emmanuel Macron w trybie kocura
Publicystyka
Marek A. Cichocki: Histeria końca wszystkiego
Publicystyka
Estera Flieger: Wagary od płynnej nowoczesności
Publicystyka
Jacek Czaputowicz: Małe exposé prezydenta Nawrockiego
Publicystyka
Zuzanna Dąbrowska: Edukacja zdrowotna bez seksu i bez sensu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama