Reklama
Rozwiń
Reklama

Tomasz Krzyżak: Episkopat przegrał tę bitwę

Wiele razy biskupi mówili, że popierający in vitro politycy tracą komunię z Kościołem. Za słowami nie poszło nic więcej. Czy hierarchowie chowają głowę w piasek?

Aktualizacja: 04.08.2015 12:48 Publikacja: 03.08.2015 22:00

Tomasz Krzyżak: Episkopat przegrał tę bitwę

Foto: Radek Pasterski,Fotorzepa

Przy okazji debaty o in vitro, a później także dyskusji nad kwestią komunii św. dla polityków, którzy poparli zaproponowane przez rząd rozwiązania, pojawiły się głosy, że Kościół przegrał tę batalię głównie przez brak skutecznej komunikacji z wiernymi. Trudno się z tym nie zgadzać. Obserwując bowiem ostatnie działania biskupów, nie sposób nie odnieść wrażenia, że najpierw zrobili krok do przodu, ale zaraz potem cofnęli się o dwa.

Jeszcze przed ostatecznym głosowaniem nad ustawą o zapłodnieniu pozaustrojowym hierarchowie ostrzegali, że uznający się za katolików politycy, którzy sprzeciwiają się nauce Kościoła, tracą z nim pełnię komunii. Oznacza to, że popełniają grzech ciężki i nie powinni przystępować do komunii. Nie dotyczy to zresztą tylko polityków, ale wszystkich przyznających się do Kościoła.

Natychmiast pojawiły się dywagacje, czy prezydent Komorowski i inni popierający in vitro politycy powinni przystępować do komunii czy też nie. Zasada generalna jest taka, że mogą to zrobić dopiero po otrzymaniu rozgrzeszenia. Czyli najpierw należy uznać swój grzech, potem wyznać go w konfesjonale, a jeśli grzech był publiczny, trzeba go publicznie odwołać.

Jak dotąd, żaden polityk, który poparł ustawę o in vitro, publicznie się w piersi nie uderzył. A jednak wielu przy okazji mszy z okazji 71. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego do komunii poszło. Czy otrzymali rozgrzeszenie, trudno ustalić. Jednak nie o to tu idzie, bo to raczej kwestia ich sumienia. To oni popełnili kolejny grzech – tym razem świętokradztwa.

Sęk w tym, że za komunikatami biskupów o utracie łączności z Kościołem nie poszło nic więcej. I nie chodzi tu wcale o odmowę udzielenia komunii – tak jak przed laty uczynił to w stosunku do proaborcyjnych polityków kard. Raymond Burke – ale o jasne i czytelne przypomnienie zasad przystępowania do Eucharystii. Nie personalnie poszczególnym politykom, lecz ogółowi wiernych, dla których zaciera się granica między dobrem i złem. Wystarczyło w tym celu wydać prosty i zrozumiały komunikat. Tych nigdy dość.

Niestety nic takiego się nie stało. Zdecydowana większość wiernych – wśród nich także politycy oraz dziennikarze – brak jakiejkolwiek reakcji odbiera na zasadzie: pokrzyczeli, a teraz schowali głowę w piasek.

Reklama
Reklama

Można zrozumieć takie działanie. Przecież za chwilę zaprzysiężenie nowego prezydenta, więc nie ma co dolewać oliwy do ognia i narażać się na niepotrzebną krytykę. Ale czyż od biskupów trzeba wymagać, by głosili naukę „w porę, nie w porę"?

Publicystyka
Estera Flieger: Pierwsza dama idzie sama. Czy Marta Nawrocka ma obowiązek podobać się feministkom?
Publicystyka
Estera Flieger: Dlaczego Donald Trump boi się Bad Bunny'ego? Bo rap z Portoryko roztapia ICE
Publicystyka
Roman Kuźniar: Ekosfera Epsteina wobec wojny Rosji z Ukrainą
Publicystyka
Bogusław Chrabota: O czym powinno się rozmawiać na RBN? Nie o Włodzimierzu Czarzastym
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama