Początek był dobry. Trwał jednak tylko 30 minut. Chris Wallace, gwiazda sprzyjającej republikanom telewizji Fox, rozpoczął trzecią i ostatnią debatę Donalda Trumpa i Hillary Clinton w Las Vegas od pytań o kształt Sądu Najwyższego i imigrację. To pozwoliło miliarderowi na odpowiedzi programowe, choć zbyt radykalne, aby przekonać polityczne centrum. Przedstawił się jako zwolennik zniesienia prawa do aborcji na poziomie federalnym i związków homoseksualnych, a także bezwarunkowego prawa do noszenia broni i muru na granicy z Meksykiem.

 

Ale gdy Wallace, nawiązując do oskarżeń Trumpa o fałszowanie wyborów spytał, czy uzna wyniki głosowania, ten wypowiedział słowa, które przejdą do historii: „zobaczę, kiedy dojdziemy do tego momentu. Teraz niczego nie będę rozstrzygał. Będę was trzymał w szachu". Do tej pory żaden kandydat jednej z dwóch głównych partii nie podważył tak amerykańskiej demokracji. Nie zdarzyło się to nawet po tak wyrównanych pojedynkach jak w 2000 roku, gdy Al Gore dostał więcej głosów od George'a W. Busha, a jednak Sąd Najwyższy rozstrzygnął wynik wyborów na niekorzyść demokraty.

 

– Trump mógłby równie dobrze położyć się w trumnie, wziąć młotek i dobić ostatnie gwoździe – oceniła Nicolle Wallace, doradczyni Johna McCaina w kampanii 2008 r.

 

Trump do trumny się nie położył, ale pozostałe 60 minut debaty było już dla niego pasmem niewykorzystanych okazji i emocjonalnych replik („jest pani złą kobietą"). Clinton odwrotnie – była świetnie przygotowana. Na zarzut, że przez 30 lat działalności publicznej zrobiła niewiele porównała, co ona i jej rywal robili na różnych etapach życia („gdy ja w Białym Domu śledziłam zamach na Bin Ladena, on brał udział w jury program »The Apprentice«"). Pytana o kompromitujące przemówienia dla wielkiego biznesu, które ujawniła WikiLeaks, zwekslowała odpowiedź na udział Rosjan w zhakowaniu jej e-maila przez Kreml i związki Trumpa z Putinem. – On chce mieć marionetkę na stanowisku prezydenta – zarzuciła. – Nie marionetkę, nie marionetkę! To ona jest marionetką – odpierał Trump. Nie chciał też przyznać, że atak przeprowadzili Rosjanie, choć tak twierdzi 17 agencji amerykańskiego wywiadu.

 

W podobny sposób Clinton uniknęła ciosu, gdy Wallace podjął temat podejrzanych kontraktów publicznych dla kierowanej przez jej męża fundacji. Znów przerzuciła rozmowę na fundację Trumpa i jej zakup 6-metrowego obrazu miliardera, tak jakby z prywatnych wydatków trzeba się było rozliczać równie skrupulatnie jak z państwowych. To kolejny dowód na profesjonalizm sztabu Clinton i jego zdolność do wyciągania nieznanych faktów o rywalu. A Trump najwyraźniej doszedł do granicy swoich kompetencji: krótkie, brutalne, proste hasła, które oddawały frustrację Amerykanów, sprawdzały się na wiecach przed prawyborami, ale nie w debacie z niezwykle doświadczoną rywalką.

 

Nawet czytelnicy ultrakonserwatywnego portalu Breitbart News w większości uznali, że Trump przegrał debatę. A na 20 dni przed wyborami tylko pewne zwycięstwo mogło uratować jego szanse na Biały Dom. Średnia sondaży daje Clinton 7 punktów procentowych przewagi, ma ona też przewagę w większości wahających się stanów. Nie bardzo widać, co mogłoby ją pozbawić prezydentury.