Historie o desperatach dokonujących krwawej zemsty na sąsiedzie, który hałasował, kosząc trawnik, lub w złym miejscu posadził drzewo, znamy z amerykańskich filmów. Jednak szokujące zbrodnie tego typu zdarzają się i u nas.
Planował mord?
Niekarany, stateczny, spokojny. Bez oporu oddał się w ręce policji, przesłuchany, przyznał się do zabójstwa i beznamiętnie o nim opowiedział.
Andrzej K. i ofiara Agnieszka G. wraz z rodziną mieszkali w jednej kamienicy na warszawskim Bródnie. Zasiedzieli budynek, byli jego współwłaścicielami. Ale sąsiedzkie relacje były trudne. Toczyli spory cywilne, a konflikt narastał. Wojskowy zbudował samowolnie szambo, czemu sprzeciwiała się rodzina ofiary. Z kolei K. zarzucał sąsiadom postawienie altanki bez jego zgody.
Krytyczny był 12 lipca. Urzędnik nadzoru budowlanego, który zjawił się na posesji, nie zostawił złudzeń: nielegalne szambo K. musi usunąć. Wojskowy wpadł w szał. Z rewolweru oddał trzy strzały do Agnieszki G. i ją zabił – jej syn ocalał, bo K. zacięła się broń.
Desperat nie kapitulował: złapał nóż, podpalił auto ofiary i altanę. – Zachowywał się jak w amoku. Ale to, co odkryliśmy w domu, pozwala sądzić, że zaplanował krwawą zemstę – mówi jeden z policjantów.
W mieszkaniu wojskowy zgromadził materiały wybuchowe, w tym domowej konstrukcji koktajle Mołotowa.
– Strach pomyśleć, co by się stało, gdyby odpalił ładunki – mówi nasz rozmówca.
Znaleziska zdetonowano na poligonie.
Zarzuty i areszt
Wojskowy trafił do aresztu. – Zarzucamy K. zabójstwo kobiety i usiłowanie zabójstwa jej syna. Przyznał się, złożył wyjaśnienia – mówi Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.
Podczas przesłuchania bez emocji K. miał opowiedzieć, co go sprowokowało do zbrodni. Twierdził, że był szykanowany przez rodzinę ofiary. Na co dzień nie przejawiał agresji.
Prokuratura przesłuchuje świadków, w tym inspektora nadzoru, by ustalić wszystkie szczegóły zbrodni.
Agresywne reakcje na sytuacje konfliktowe – jak twierdzą eksperci i śledczy – coraz częściej są w tle zbrodni popełnianych przez tzw. zwykłych ludzi, niemających kryminalnej przeszłości.
Drastyczny sposób na „rozwiązanie" konfliktu z żoną wybrał Paweł Ż. – zemścił się na niej, zabijając pięcioletniego syna, i popełnił samobójstwo.
Inny niedawny dramat: 22-letni student zamordował 10-letnią Kristinę. Motywem miało być niespełnione uczucie do matki dziewczynki.
W Gdańsku nieznany napastnik miesiąc temu oblał żrącą substancją kobietę, która spacerowała z psem. Nadal jest poszukiwany, wygląda na to, że do ataku wybrał przypadkową ofiarę.
– W Polsce wiele zabójstw jest popełnianych z powodu nieporozumień rodzinnych, rzadziej sąsiedzkich, lub towarzysko-pijackich – mówi dr Jerzy Pobocha, psychiatra, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej. Dlaczego zabijają tzw. zwykli ludzie?
Złe emocje polityków
– Konflikt powoduje kumulowanie emocji. Ludzie nie potrafią rozmawiać i w cywilizowany sposób go przerwać – ocenia ekspert. I uważa, że rozwiązania podsuwa kultura masowa. – Filmy epatują agresją, pokazują posługiwanie się bronią, nożem. To w podświadomości ludzi gdzieś tkwi i tego typu informacje uruchamiają się – mówi dr Pobocha i radzi: – Starajmy się porozumieć, bo, niestety, druga osoba może zareagować w sposób ekstremalny.
Prof. Mariusz Jędrzejko, pedagog i terapeuta, uważa, że wpływ na brutalizację zachowań mają w dużej mierze politycy. – W przestrzeni publicznej mamy nieustający przekaz emocji i agresji zamiast koncyliacyjności. Nienawiścią do siebie zieją politycy wszystkich opcji, media to pokazują, a ludzie to chłoną i przyjmują jako wzory społecznych zachowań – mówi prof. Jędrzejko. Uważa, że wygenerowaliśmy skrajne postaci.
– Zachowanie posłanki Pawłowicz powinno wejść do encyklopedii jako przykład, jak nie powinien się zachowywać profesor. Ale skandaliczne są też wypowiedzi polityków z opcji liberalnej, którzy nie szanują potrzeb i tradycyjnego podejścia Polaków do otoczenia społecznego – mówi Mariusz Jędrzejko. Uważa, że są ludzie, którzy nie wytrzymują ciśnienia. Sprzyja temu poważny problem: rosnący alkoholizm i inne uzależnienia.