Coraz więcej przedsiębiorców w całej Polsce otwiera swoje biznesy mimo rządowych zakazów. Do zbuntowanych właścicieli restauracji i hoteli dołączają kolejne branże, w tym fitness. Otwarte lokale w czasie lockdownu spotkały się z wyjątkowo ciepłym przyjęciem ze strony Polaków. Z badania firmy PMR wynika, że aż 45 proc. rodaków wyraża poparcie dla przedsiębiorców, a 37 proc. rozumie przesłanki do ich protestów.

Mimo to na nieposłusznych przedsiębiorcach wiszą olbrzymie kary - rząd zapowiadał w połowie stycznia, że za złamanie przepisów trzeba będzie zapłacić nawet do 30 tys. zł. I rzeczywiście, takie kary zostały już wymierzone w pierwszych przedsiębiorców.

Najwyższą grzywną ukarany został między innymi właściciel Black Dave Restaurant w Ostrowie Wielkopolskim, który 17 stycznia otworzył swój lokal gastronomiczny mimo zakazów dla branży, twierdząc, że formalnie do restauracji zapraszani są „testerzy jedzenia”. Już w tym samym dniu zawitał do niego sanepid z policją, a dwa dni później otrzymał 30 tys. zł kary.

Przedsiębiorca mówi jednak, że nie zamierza ani zapłacić kary, ani zamknąć lokalu, i stale odwiedzają go klienci.

- Przynieśli mi tylko decyzję o ukaraniu i od tego czasu się nie pokazali (sanepid - red.). Oni zresztą są moim zdaniem świadomi, że ich działania są bezprawne - stwierdził w rozmowie z Business Insider Polska.

- Dlaczego na przykład w marketach nie obowiązują takie same obostrzenia jak u nas? Wystarczy pójść w godzinach szczytu do sklepu i widzimy kilkadziesiąt osób w jednej kolejce. To śmiech, żenada i drwienie z przedsiębiorcy. Dlatego chciałbym, żebyśmy wszyscy się zjednoczyli i pokazali, że nie pozwolimy na bezprawne działania - dodał.