Na polskim rynku pojawiło się piwo bezalkoholowe o smaku oranżady. Producent przekonuje, że to odpowiedź na trend „newstalgii”, czyli sięgania po smaki i skojarzenia z przeszłości w nowoczesnej formie. Z danych, na które się powołuje, wynika, że dla 76 proc. osób w wieku 22–55 lat jest to kierunek, z którym się utożsamiają. W praktyce jednak budzi on duże kontrowersje. Odwołanie do oranżady, kojarzonej w dużej mierze z napojem dzieciństwa, przez część polityków i ekspertów odbierane jest jako próba dotarcia do młodszych odbiorców oraz przygotowanie furtki na wypadek wprowadzenia całkowitego zakazu reklamy piwa. 

Czytaj więcej

Nocna prohibicja w Warszawie przegłosowana. Zakaz sprzedaży alkoholu od 1 czerwca 2026

„Stary trik marketingowy”

Jednym z głównych zarzutów jest sposób oznakowania i promocji tych napojów. Posłanka Lewicy, Joanna Wicha zwraca uwagę, że różnice między piwem a nową, bezalkoholową oranżadą są w praktyce znikome. – Dostajemy to samo logo, nazwę, kolorystykę. Różnica jest tylko w drobniutkim napisie „zero procent” – mówi. Jej zdaniem to element szerszej strategii. – To powrót do starych trików marketingowych. Przez reklamę zastępczą buduje się wizerunek marki alkoholu, używając w tym przypadku bezalkoholowej oranżady – dodaje. Takie podejście może być, w opinii posłanki Lewicy, prostą drogą do tego, żeby alkohol był reklamowany wszędzie, w tym na stadionach, w szkole czy w telewizji. Bo przecież nikt nie powie, że jest to piwo 0 proc., tylko oranżada.

Podobnie sytuację ocenia poseł PiS Janusz Cieszyński. – To jest stary numer. To samo próbowali robić ponad 20 lat temu producenci wódki i wówczas takie praktyki zostały zakazane. Uważam, że teraz powinno się postąpić dokładnie tak samo. Jest to próba obchodzenia przepisów – podkreśla.

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Wprowadzenie wymogu wyraźnego oddzielenia wizerunku produktów 0 proc. od tych alkoholowych zostało zaproponowane na ostatnim posiedzeniu podkomisji, która zajmuje się opracowaniem projektu przepisów ograniczających sprzedaż alkoholu oraz jego reklamę, bazując na dwóch poselskich projektach – Lewicy oraz Polski 2050. Rozwiązanie to pojawiło się w propozycji złożonej przez partię Szymona Hołowni. – Zaznaczyliśmy, że żadne produkty nie mogą nazwą, symbolem, znakami graficznymi sugerować tego, że nawiązują do produktu alkoholowego. Niech piwo pozostanie piwem – z własną grafiką, marką i tożsamością. A każdy inny produkt niech będzie wyraźnie czymś odrębnym: z inną oprawą graficzną i inną nazwą. Trzeba to jasno i jednoznacznie oddzielić – mówi Wioleta Tomczak, posłanka Polski 2050.

Brama do uzależnienia

Problem piw bezalkoholowych jest znacznie szerszy niż mogłoby się wydawać. Jak podkreślają eksperci z zakresu psychiatrii i terapii uzależnień, ich spożywanie odtwarza sam mechanizm picia alkoholu, a więc może działać jak bodziec prowadzący do uzależnienia. – Lepiej, żeby osoba uzależniona sięgnęła po piwo 0 proc. niż po alkoholowe. Z drugiej strony mamy jednak dużą grupę osób zdrowych, dla których taki produkt może stać się wstępem i bramą do uzależnienia – tłumaczyła na sejmowej podkomisji psychiatrka Maja Herman. Szczególne obawy budzi sięganie po tego typu napoje przez dzieci i młodzież. Zdaniem ekspertów ich szeroka dostępność oraz intensywna promocja mogą przyczyniać się do wcześniejszej inicjacji alkoholowej, a tym samym zwiększać ryzyko uzależnienia w dorosłości.

Czytaj więcej:

Raporty ekonomiczne Prohibicja się opłaca? Najnowsze dane z największych miast zaskakują

Pro

Producenci odpierają zarzuty dotyczące produktów bezalkoholowych i przekonują, że rozwój tego segmentu to naturalna odpowiedź na zmieniające się nawyki konsumentów. – Mając świadomość trwałego trendu spadku spożycia alkoholu przechodzimy transformację w kierunku zwiększania udziału produktów bezalkoholowych. To odpowiedź na wyzwania współczesności i oczekiwania konsumentów, którzy szukają alternatywy dla alkoholu – mówił na ostatnim posiedzeniu sejmowej podkomisji Bartłomiej Morzycki, dyrektor generalny Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego.

Dane rynkowe potwierdzają, że segment piw 0 proc. rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie. Jak wynika z raportu „Zerówki zmieniają rynek piwa” przygotowanego przez Browary Polskie, od 2018 r., kiedy to odnotowano wyraźny przełom na tym rynku, sprzedaż piw bezalkoholowych wzrosła aż o 250 proc., osiągając w 2024 r. poziom blisko 2 mln hektolitrów. W praktyce oznacza to, że w ubiegłym roku Polacy kupowali średnio ponad milion butelek i puszek piwa 0 proc. dziennie. Jednocześnie spadła sprzedaż piwa alkoholowego.

Segment piw bezalkoholowych osiągnął już także znaczącą wartość rynkową. W 2024 r. był wart 1,72 mld zł, co przełożyło się na 7,5 proc. udziału w całym rynku piwowarskim w Polsce.

Decydujące miesiące dla rynku piwnego

Szanse na ograniczenie takich praktyk, jak kryptoreklamy alkoholu przy użyciu alkoholu 0 proc. są coraz większe. Sejmowa podkomisja intensywnie pracuje nad nowelizacją przepisów. – Prace w podkomisji idą bardzo sprawnie. Mamy uporządkowaną dyskusję, bo każde spotkanie dotyczy innego obszaru proponowanych zmian – podkreśla posłanka Lewicy Joanna Wicha. Jak dodaje, projekty mogą trafić na salę plenarną jeszcze przed majówką, a nowe przepisy wejść w życie przed wakacjami.

– Po świętach wielkanocnych ruszymy z pracami nad konkretnymi zapisami i zdecydujemy, który projekt będzie wiodący (czy Polski2050, czy Lewicy – red.) – zapowiada posłanka Polski 2050 Wioleta Tomczak. – Te projekty są pełne niedoróbek, ale kierunek jest jasny i dobrze, że w tym kierunku zmierzamy – dodaje poseł PiS Janusz Cieszyński.

Jeżeli przepisy te wejdą w życie przed wakacjami, będziemy mieć pierwsze wakacje bez parasoli, ławek czy krzeseł z logotypami marek piwnych.