Jak informuje TVN24, prawomocny wyrok rzeszowskiego SO kończy prawie 8-letnią batalię Bożeny W. o ukaranie sprawców jej życiowego dramatu - przez rodzinę stalkerów musiała opuścić swój dom, a w końcu go sprzedać. Kobiety nie było na ogłoszeniu wyroku.

Problemy z rodziną K. mieli już jej sąsiedzi w Tarnowie. Potem rodzina - lekarka i jej dwoje dorosłych dzieci (córka obroniła tytuł magistra prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim) – zamieszkali w Żdżarach, w domu kupionym od Bożeny W. Wówczas zaczął się koszmar. Mieszkająca samotnie po sąsiedzku kobieta była przez rodzinę K. nękana i obrażana, grożono jej śmiercią. Sąsiedzi brudzili jej podwórko, wyzywali, rzucali w jej stronę odchodami, niszczyli ogrodzenie, nagrywali ją i śledzili. Na podwórko sąsiadki rzucali szkło i petardy. Stalkerzy założyli Bożenie W. kilkanaście spraw i złożyli setki  zawiadomień na policję i do różnych instytucji przeciwko niej.

Czytaj też: "Stalking zaczyna się dość niewinnie"

Bożena W. zawiadomiła prokuraturę, ale jej sprawą zajęto się dopiero po tym, gdy kobieta została fizycznie zaatakowana przez rodzinę K. Cała trójka została oskarżona o stalking. Rodzina K. zrewanżowała się sąsiadce oskarżeniem o pomówienie i znieważenie.

19 lutego 2019 roku sąd skazał członków rodziny K. na kary więzienia za stalking w zawieszeniu i wydał im zakaz kontaktowania się oraz zbliżania do ofiary. Ten wyrok nie zmienił jednak postępowania rodziny K. W końcu Bożena W. zdecydowała się na sprzedaż domu i przeprowadzkę.

Jesienią 2019 roku przed Sądem Okręgowym w Rzeszowie ruszył proces apelacyjny. Prokurator żądał dwóch lat i sześciu miesięcy bezwzględnego więzienia dla matki i syna, oraz dwóch lat dla córki. Sąd orzekł rok pozbawienia wolności dla każdego z członków rodziny K. Rodzina ma również wypłacić swojej ofierze 75 tys. zł zadośćuczynienia.