Prokuratura Okręgowa w Warszawie, umarzając we wrześniu postępowanie dotyczące zeznań Lecha Wałęsy, skrytykowała dobór materiału porównawczego wykorzystanego w ekspertyzie Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. dr. Jana Sehna w Krakowie z 2017 r., w tym niektóre elementy metodologii badania. „Opinia ta wcale nie jest kategoryczna, jeśli chodzi o przypisanie autorstwa badanych zapisów i podpisów Lechowi Wałęsie” – podali warszawscy śledczy.

– Instytut podtrzymuje w całości wnioski zawarte w opinii pisemnej. Po jej sporządzeniu biegli IES złożyli ponadto opinię ustną, podtrzymując pierwotne ustalenia. Żaden z organów prowadzących postępowanie nie zwrócił się następnie do Instytutu o sporządzenie kolejnych opinii – podkreśla Instytut, którego stanowisko przekazał „Rz” jego dyrektor prof. Dariusz Zuba.

Czytaj więcej

Fałszywe zeznania ws. teczek „Bolka”. Śledztwo przeciwko Lechowi Wałęsie umorzone

Instytut Sehna zastrzegł przy tym, co również podkreślił prof. Zuba, że nie komentuje stanowisk, ocen ani decyzji podejmowanych przez zleceniodawców ekspertyz lub inne organy procesowe, a wyjaśnienia w odpowiedzi dla „Rzeczpospolitej” oparte są na metodyce badań pisma ręcznego oraz na informacjach zawartych już w treści opinii, która od stycznia 2018 r. jest publicznie dostępna na stronach IPN.

Co wynika z opinii biegłych?

Przypomnijmy, że najważniejszym ustaleniem z ekspertyzy, którą przygotowali biegli z zakresu badania pisma ręcznego i dokumentów, jest wskazanie, że kluczowe dokumenty dotyczące współpracy TW „Bolka” ze Służbą Bezpieczeństwa zostały własnoręcznie sporządzone przez Lecha Wałęsę, co podważa tezę o ich podrobieniu przez funkcjonariuszy. Biegli przypisali mu bowiem autorstwo całego zobowiązania do współpracy z 21 grudnia 1970 r., 17 pokwitowań odbioru pieniędzy oraz 29 doniesień sporządzonych i podpisanych pseudonimem „Bolek”. Ustalenia oparto na porównaniu zakwestionowanych rękopisów z obszernym materiałem obejmującym 142 dokumenty sporządzone lub podpisane przez Wałęsę w latach 1963-2016.

Czytaj więcej

Zwrot w sprawie Lecha Wałęsy. W tle dokumenty z domu gen. Czesława Kiszczaka

Tzw. teczki Kiszczaka i śledztwo wobec Wałęsy

Dokumenty, które trafiły do badań biegłych Instytutu Sehna, pochodzą z tzw. teczek Kiszczaka, które ujawniono w lutym 2016 r., gdy wdowa po byłym szefie MSW Maria Kiszczak zaoferowała IPN ich sprzedaż za 90 tys. zł. Wśród materiałów była teczka personalna i teczka pracy tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Bolek”. Po publicznych wypowiedziach Wałęsy o tym, że dokumenty te sfałszowano, IPN wszczął śledztwo w sprawie ich podrabiania przez funkcjonariuszy SB, ale umorzył je m.in. ze względu na konkluzje płynące z ekspertyzy Instytutu Sehna.

W tym samym roku prokuratorzy IPN wszczęli jednak odrębne śledztwo w sprawie podejrzenia złożenia przez byłego prezydenta fałszywych zeznań. Chodziło o to, że podczas przesłuchania 13 kwietnia 2016 r. byłemu przywódcy Solidarności okazano rękopiśmienne dokumenty z teczek Kiszczaka, w tym pokwitowania odbioru pieniędzy, ale ten zdecydowanie zaprzeczył, by – poza drobnymi wyjątkami – sporządził je lub podpisał.

235 stron

tyle liczy opinia Instytutu Sehna z 23 stycznia 2017 r. dotycząca autorstwa rękopisów z teczek TW „Bolka”

W 2023 r. Zbigniew Ziobro jako ówczesny prokurator generalny zdecydował, by postępowanie IPN przejęła Prokuratura Okręgowa w Warszawie, która skierowała do sądu akt oskarżenia. W kolejnym roku sąd zwrócił jednak sprawę prokuraturze w celu uzupełnienia postępowania, wskazując na istotne braki materiału dowodowego. W rezultacie warszawska prokuratura ponownie zajęła się śledztwem, by je przed kilkoma tygodniami umorzyć.

Biegli nie mogli mieć pewności

„Analiza opinii biegłych z IES – mimo kategorycznego na pierwszy rzut oka brzmienia jej wniosków – nie pozwala na przyjęcie w sposób pewny, że materiał dowodowy wymieniony w zarzucie został sporządzony przez Lecha Wałęsę. Tym samym rodzą się wątpliwości co do zaistnienia przesłanki obiektywnej nieprawdziwości zeznań Lecha Wałęsy złożonych 13 kwietnia 2016 r. w zakresie objętym zarzutem” – oceniła prok. Małgorzata Szeroczyńska w uzasadnieniu postanowienia o umorzeniu śledztwa, które prokuratura upubliczniła w ostatnich dniach.

Wśród najpoważniejszych zarzutów wobec opinii Instytutu Sehna jest to, że biegli – w ocenie prokuratora – wykorzystali materiał porównawczy o niedostatecznie potwierdzonym pochodzeniu, nieadekwatny do badanych rękopisów. Problemem jest np. to, że obszerne, często wielostronicowe doniesienia z lat 70. biegli porównywali głównie z podpisami i krótkimi zapisami, które pochodziły z późniejszego okresu.

„Porównywanie charakteru pisma, którym sporządzono dokumenty długie, z kilkoma tekstami krótkimi (jednozdaniowymi), a tym bardziej z podpisami, jest niezgodne ze standardami badań pismograficznych” – zaznaczyła prokurator. Dodała również, że kategoryczne przyjęcie, że cały przekazany biegłym materiał bezwpływowy został sporządzony przez Wałęsę, stanowi nadużycie. „Brak na to bowiem jednoznacznych dowodów” – podkreśliła.

Opinia dla „Rzeczpospolitej”
dr hab. Dobrosława Szumiło-Kulczycka, Katedra Postępowania Karnego UJ

W tej sprawie mogę wypowiedzieć się jedynie ogólnie, na podstawie publicznych informacji, ponieważ nie znam treści postanowienia sądu o zwrocie sprawy prokuraturze. Z dostępnych informacji wynika jednak, że zasadnicze wątpliwości dotyczyły materiału porównawczego, na którym biegli Instytutu Sehna oparli opinię. W tej sytuacji trudno byłoby doszukać się nieprawidłowości w działaniach prokuratury, ale też sprzeczności jej decyzji z opinią Instytutu. Umorzenie oznacza, że z uwagi na wątpliwości co do materiału źródłowego opinia nie pozwalała na stawianie kategorycznych tez dotyczących odpowiedzialności karnej. Przypominam, że ocena dowodów, w tym materiału stanowiącego podstawę badań biegłych, należy do organu procesowego. To on decyduje, co przekazuje do badania, i ponosi za to odpowiedzialność. Jeżeli pojawiły się racjonalne wątpliwości, których nie można było usunąć, należało sprawę umorzyć. To konsekwencja zasady in dubio pro reo, wyrażonej w art. 5 par. 2 kodeksu postępowania karnego.
Warto też pamiętać, że biegli niezwykle rzadko zmieniają raz postawione wnioski, jeżeli nie zmieniły się materiał ani ustalenia wyjściowe. Nie oznacza to jednak, że ich opinia zawsze przesądza o wyniku sprawy. Kluczowe jest, czy oparto ją na prawidłowo zebranym i wiarygodnym materiale. To również ocenia organ procesowy. Z procesowego punktu widzenia problem dotyczy zatem przede wszystkim odpowiedzialności prokuratury za materiały przesłane biegłym. Jak można sądzić z publicznych informacji, najpierw sąd, zwracając sprawę do uzupełnienia, a następnie prokuratura wskazały na istotne braki materiału dowodowego. Bez ich usunięcia nie było podstaw do wniesienia aktu oskarżenia.

Ponadto prokurator zwróciła uwagę, że świadkowie znający teczki TW „Bolek” z lat 70. i 80. opisywali różnice dotyczące liczby i rodzaju dokumentów, okładek oraz sposobu spięcia akt i wskazali na brak właściwych pieczątek i wpisów ewidencyjnych. Ich spójne zeznania – jak oceniła prok. Szeroczyńska – „wyraźnie sugerują, że teczki Kiszczaka zostały stworzone, przynajmniej w znaczeniu: ułożone i spięte razem, w późniejszym okresie”. Dodatkowo nie pobrano od Wałęsy próbek pisma (tzw. wpływowych prób pisma) na potrzeby ekspertyzy, ponieważ odmówił udziału w tej czynności.

Czytaj więcej:

Sądy i Prokuratura Biegli sądowi – nierozwiązane problemy

Pro

Instytut Sehna: materiał porównawczy jest adekwatny

W odpowiedzi dla „Rz” Instytut Sehna przypomina, że materiał porównawczy, obejmujący zarówno podpisy, jak i dłuższe teksty, pochodził z lat 1963-2016, a z samych lat 70. pochodziło ponad 30 podpisów oraz m.in. życiorys, podania i odwołania, a z lat 80. ponad 50 podpisów i zapisy na ok. 20 dokumentach. „Tym samym omawiany materiał porównawczy był wystarczająco obszerny i adekwatny czasowo względem dowodowych rękopisów” – podkreśla Instytut. Dodaje też, że porównywanie tekstów różnej długości jest dopuszczalne, jeśli odpowiadają sobie pod względem formy wykonania.

„Istotne jest natomiast, aby zestawione w toku badań komparatystycznych materiały były adekwatne pod względem formy, w tym m.in. typu pisma, tempa kreślenia, stopnia uproszczenia budowy znaków i wynikającej stąd czytelności, czy impulsu pisma” – podaje IES.

Również brak tzw. próby wpływowej nie ograniczał biegłym możliwości badania. „Dostępne wzory zawierały bowiem litery i ich sekwencje, a także adekwatne treściowo wyrazy i podpisy, które można było zestawić z dowodowymi rękopisami. Liczne wzory były również przystawalne do materiału dowodowego pod względem konwencji i czasu wykonania” – czytamy w odpowiedzi Instytutu Sehna, który w podsumowaniu stwierdził też, że „analizowany materiał referencyjny nie był obciążony żadnymi niedostatkami, które uzasadniałyby obniżenie stopnia kategoryczności wniosków”.

Instytut Sehna odniósł się również do kwestii, że dokumenty z lat 80., wykorzystane do powiązania odmiennych zapisów z lat 70. i 90., mogły być nieautentyczne, ponieważ SB podrabiała wówczas pismo i podpisy Wałęsy. Prokuratura uznała bowiem, że oparcie się nawet na jednym lub dwóch takich dokumentach mogło prowadzić do błędnego przypisania autorstwa badanych rękopisów.

IES odpowiada, że przed porównaniem rękopisów zweryfikowano spójność materiału i wyłączono część podpisów przedstawionych jako pochodzące od Wałęsy. Biegli rozpoznali też zapisy funkcjonariuszy SB, w tym m.in. sześć podpisów o treści „Bolek” oraz jedno doniesienie sporządzone i podpisane przez funkcjonariusza SB. „Ponad stuletni dorobek badań pismoznawczych, znajdujący odzwierciedlenie zarówno w piśmiennictwie krajowym, jak i zagranicznym, nie dostarcza wiarygodnie udokumentowanych przykładów »fałszerstw doskonałych«” – podkreśla Instytut.

Czytaj więcej:

Sądy i Prokuratura Piotr Kosmaty: oskarżony nie musi dowodzić swojej niewinności

Pro

Prawo do obrony

W uzasadnieniu prokurator podniosła jeszcze jeden ważny wątek dotyczący tego, że nawet gdyby zeznania Wałęsy okazały się fałszywe, to powinien on korzystać z ochrony przed samooskarżeniem. Odwołując się do orzecznictwa SN, prokurator podkreśliła, że prawo do obrony przysługuje także świadkowi, gdy składane przez niego zeznania grożą pociągnięciem go do odpowiedzialności za jakikolwiek czyn, także nieobjęty danym śledztwem.

„Lech Wałęsa mógł się obawiać, że w przypadku przyznania się, że sporządził lub podpisał okazywane mu 13 kwietnia 2016 r. w ramach postępowania S 18/16/Zk dokumenty, wszystkie jego zeznania, w których zaprzeczał, jakoby był TW »Bolkiem«, złożone uprzednio we wszelkich postępowaniach – nie tylko lustracyjnym – zostaną uznane za fałszywe i doprowadzą do pociągnięcia go do odpowiedzialności karnej z art. 233 § 1” – oceniła prokurator.