- Zgodnie z prawomocnym postanowieniem sądu o zwrocie aktu oskarżenia celem uzupełnienia materiału dowodowego Prokuratura Okręgowa w Warszawie ponownie nadzoruje śledztwo przeciwko Lechowi Wałęsie podejrzanemu o składanie fałszywych zeznań – poinformował rzecznik tej prokuratury prok. Piotr Antoni Skiba, cytowany przez Polską Agencję Prasową.
- Szczegółowa analiza materiału dowodowego zgromadzonego w obu postępowaniach uwidoczniła konieczność wystąpienia do sądu rejonowego z wnioskiem o zwrot sprawy prokuratorowi w celu uzupełnienia postępowania przygotowawczego poprzez przeprowadzenie czynności dowodowych, których dokonanie przez sąd powodowałoby znaczne trudności. Wniosek taki został skierowany w dniu 17 maja 2024 r. – wyjaśnił rzecznik prokuratury.
Przypomnijmy, iż akt oskarżenia wobec Lecha Wałęsy w listopadzie ubiegłego roku Prokuratura Okręgowa w Warszawie skierowała do Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. – Oskarżonemu zarzucamy złożenie w dniu 13 kwietnia 2016 roku fałszywych zeznań podczas przesłuchania w charakterze świadka w warszawskim oddziale Instytutu Pamięci Narodowej, to jest popełnienie czynu z art. 233 paragraf 1 Kodeksu karnego – mówił „Rzeczpospolitej” prok. Szymon Banna, ówczesny rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie. – Fałszywe zeznania dotyczą złożenia podpisów na ponad 50 dokumentach, głównie na pokwitowaniach odbioru pieniędzy, ale i na zobowiązaniu do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa, które znajdują się w aktach personalnych tajnego współpracownika o pseudonimie „Bolek” - dodał.
Dokumenty z domu Czesława Kiszczaka
Jak pisały na łamach „Rzeczpospolitej” Izabela Kacprzak i Grażyna Zawadka, cała sprawa zaczęła się w lutym 2016 r. Maria Kiszczak, wdowa po zmarłym kilka miesięcy wcześniej generale Czesławie Kiszczaku, byłym szefie komunistycznej bezpieki, przyszła do ówczesnego prezesa IPN i zaproponowała mu, że za 90 tys. zł sprzeda dokumenty po zmarłym mężu. Miały być sensacyjne - tajne i niejawne - z okresu PRL, dotyczące m.in. współpracy Lecha Wałęsy ze Służbą Bezpieczeństwa (SB). Na dowód przyniosła jedną z notatek zatytułowaną „Informacja opracowana ze słów T.W. »Bolek« z odbytego spotkania w dniu 16 XI 74 r.”.
Zaraz potem do domu Kiszczaków wszedł prokurator z policjantami i – jak wówczas podano – zabezpieczył dokumenty „podlegające przekazaniu IPN”. Ważyły łącznie ok. 50 kilogramów.
Lech Wałęsa: Kiszczak tym działaniem nie chciał robić mnie agentem
Były prezydent twierdził, że odnalezione u Kiszczaka materiały dotyczące jego osoby są sfałszowane. Na Twitterze pisał: „Teczki (Czesława) Kiszczaka powstały na zlecenie (braci Jarosława i Lecha) Kaczyńskich wykonane pod patronatem (Sławomira) Cenckiewicza, (Krzysztofa) Wyszkowskiego, (Andrzeja) Gwiazdy”.
„Kiszczak tym działaniem nie chciał robić mnie agentem. Chciał natomiast Was przekonać, że jestem agentem. Chciał tylko w Waszych oczach mnie zohydzić i zniszczyć zaufanie. Dlatego przechowywał do tej operacji kilka tego typu dobrze zrobionych podróbek w domu a nie w MSW” – przekonywał były prezydent.
Czytaj więcej
Były prezydent twierdził, że podpisy na zobowiązaniu do współpracy z SB oraz pokwitowaniach odbioru pieniędzy, które w 2016 r. znaleziono w domu ge...