Rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu poinformowała na wtorkowej konferencji prasowej, że podejrzany usłyszał zarzut spowodowania wypadku kolejowego w Woli Bierwieckiej koło Radomia. W wyniku wypadku pokrzywdzony Dominik Ch. doznał obrażeń ciała skutkujących ciężkim kalectwem.
– Prokurator zarzucił podejrzanemu także narażenie na niebezpieczeństwo utraty życia lub zdrowia pasażerów podróżujących tego dnia pociągiem – powiedziała prok. Góźdź.
Chodzi o kobietę i jej kilkumiesięczne dziecko. Dominik pomagał wynieść na peron wózek z niemowlęciem. Gdy chciał wsiąść do pociągu, drzwi się zamknęły, a nastolatek wpadł pod koła. Rzeczniczka dodała, że kierownikowi pociągu – jako osobie odpowiedzialnej za bezpieczeństwo pasażerów w transporcie kolejowym – postawiono zarzut naruszenia zasad bezpieczeństwa z winy umyślnej.
Przerwane przesłuchanie. Podejrzany trafił do szpitala
Czynności prokuratorskie z udziałem podejrzanego zostały we wtorek przerwane ze względu na to, że mężczyzna był pod wpływem silnych leków, poczuł się źle i został zabrany karetką pogotowia na badania do szpitala. Jak powiedział prowadzący postępowanie prok. Robert Bińczak, czynności z udziałem 48-latka będą musiały zostać uzupełnione w innym terminie.
Prokurator pytany o zastosowanie ewentualnych środków zapobiegawczych, odpowiedział, że były one planowane. – Jednak z uwagi na to, że czynność dzisiaj nie została zakończona, nie mogliśmy ich zastosować – wyjaśnił Bińczak.
Wytłumaczył, że najpierw prokurator musi poznać stanowisko samego podejrzanego, dowiedzieć się, czy się przyznaje, czy okazuje skruchę, jak ocenia swoje zachowanie.
Nienależyta obserwacja peronu przyczyną dramatu licealisty
Opisując zarzuty przedstawione kierownikowi pociągu, prokurator Bińczak powiedział, że 48-latek nie dopełnił swoich obowiązków. Jak wyjaśniał, osoba na tym stanowisku ma obowiązek należytej obserwacji peronu, gdy pociąg już stanie, a także należytej obserwacji wymiany pasażerów.
W ocenie śledczych kierownik pociągu nienależycie obserwował peron, mimo że nie było na nim szczególnego ruchu. – Nikt nie wysiadał i nikt nie wsiadał oprócz tych trzech osób – powiedział prok. Bińczak.
Dodatkowo – jak ustalili śledczy – kierownik pociągu nie uprzedził pasażerów sygnałem gwizdka, że pociąg będzie ruszał, i przedwcześnie, kiedy Dominik Ch. i matka z dzieckiem jeszcze wysiadali, nadał już sygnał przez radiotelefon do maszynisty, aby ten mógł wprowadzić skład pociągu w ruch.
Prokurator powiedział, że obecnie podejrzany nie zajmuje stanowiska kierownika pociągu. Przebywa na zwolnieniu lekarskim. W związku z postawionymi mężczyźnie zarzutami grozi kara do ośmiu lat więzienia.
Urząd Transportu Kolejowego stwierdził 20 nieprawidłowości, Koleje Mazowieckie odmówiły podpisania protokołu kontroli
Osobne postępowanie administracyjne prowadzi prezes Urzędu Transportu Kolejowego (UTK). Chodzi przede wszystkim o nieprawidłowy nadzór nad procesem wymiany pasażerskiej.
Jak informował rzecznik prasowy UTK Tomasz Frankowski, w trakcie kontroli stwierdzono ponad 20 nieprawidłowości. Wskazano m.in. na brak właściwej obserwacji wymiany podróżnych przez kierownika pociągu oraz właściwej obserwacji peronu za pomocą kamer zewnętrznych przez maszynistę w trakcie rozruchu pociągu. Kontrolerzy zwrócili też uwagę na nieprawidłowości w zakresie rozmów z wykorzystaniem urządzeń radiołączności pociągowej, brak synchronizacji urządzeń w zakresie czasu wystąpienia zdarzenia i brak właściwego prowadzenia dokumentacji pociągowej.
Rzecznik UTK powiedział, że Koleje Mazowieckie wniosły zastrzeżenia do ustaleń zawartych w protokole kontroli, jednak większość z nich nie została uwzględniona.
Koleje Mazowieckie w oświadczeniu przesłanym PAP poinformowały, że w związku z zakończeniem czynności kontrolnych przez UTK i przedstawieniem protokołu kontroli spółka kolejowa skorzystała z przysługującego jej prawa i odmówiła podpisania przedmiotowego dokumentu.
„Powyższa decyzja jest podyktowana faktem, iż Spółka KM zgłosiła szereg zastrzeżeń do stwierdzeń zawartych w protokole” – poinformowała dyr. Biura Rzecznika Prasowego Donata Nowakowska.
Dodała, że w sprawie okoliczności wypadku w Woli Bierwieckiej toczy się obecnie postępowanie administracyjne.
„W jego toku spółka KM na bieżąco przedkłada wyjaśnienia oraz dowody, co stanowi właściwą ścieżkę do pełnego i obiektywnego wyjaśnienia sprawy” – zaznaczyła Nowakowska.
Licealista będzie musiał musi żyć z protezami
Do wypadku doszło w lutym na przystanku kolejowym w Woli Bierwieckiej niedaleko Radomia. 17-letni Dominik wyszedł na peron z pociągu Kolei Mazowieckich, by pomóc przy wyniesieniu wózka z dzieckiem. Gdy chciał z powrotem wsiąść do wagonu, pociąg ruszył. Drzwi przycięły nastolatkowi rękę, chłopak wpadł między krawędź peronu a pudło pociągu. Stracił obie nogi i część dłoni.
Przez prawie miesiąc po wypadku pozostawał w śpiączce farmakologicznej, a lekarze z Wojskowego Instytutu Medycznego przy ul. Szaserów w Warszawie walczyli o jego życie. Pod koniec kwietnia wrócił do domu. Czeka go długa rehabilitacja.
Ponieważ w wyniku wypadku stracił obie nogi i część dłoni, konieczne będą protezy. Ich zakup będzie możliwy dzięki tysiącom Polaków, którzy wsparli zbiórkę pieniędzy uruchomioną przez Fundację Podaruj Dobro.