O ponad 20 proc. rocznie wzrasta w ostatnich latach zainteresowanie usługami ekspertów od bezpieczeństwa ruchu drogowego. Chodzi nie tylko o analizę przyczyn i skutków wypadków, ale i nagrań z prywatnych kamer wysyłanych policji przez kierowców.
Do większych komend dziennie trafia blisko setka nagrań, do mniejszych po kilkanaście. Powstały nawet specjalne zespoły, które zajmują się ich przeglądaniem, przesyłaniem dalej do właściwych komend i poszukiwaniem właścicieli aut nagranych na filmiku oraz ustaleniem danych kierowcy.
– Nie ma problemu, kiedy na filmie widać, jak kierowca podczas nocnej jazdy popełnia nawet dwa, trzy wykroczenia. Po przesłuchaniu dostaje mandat albo jego sprawa trafia do sądu – wyjaśnia „Rzeczpospolitej" Mariusz Suplewski z podkarpackiej drogówki.
Gorzej, kiedy widać, że skala wykroczeń poważnie zagraża bezpieczeństwu innych użytkowników drogi.
– Weźmy np. kierowcę, który na terenie z ograniczeniem do 50 km na godz. porusza się z prędkością dwa razy większą. Niewątpliwie popełnia wykroczenie – mówi Adam Reza z Polskiego Stowarzyszenia Biegłych Sądowych do spraw wypadków drogowych.