„Rzeczpospolita" dotarła do szczegółów reformy szkolnictwa wyższego przygotowywanej przez wicepremiera Jarosława Gowina.

Rewolucji należy się spodziewać na studiach niestacjonarnych. Zostaną one wydłużone o dwa semestry. Oznacza to, że studia dwustopniowe – licencjackie i magisterskie – będą trwały w sumie przynajmniej siedem lat. Natomiast jednostopniowe studia magisterskie wieczorowe lub zaoczne, które dziś tradycyjnie trwają pięć lat, wydłużą się o rok.

Takie posunięcie resort tłumaczy troską o poziom nauki. – Wydłużenie ma umożliwić studentom niestacjonarnym bezpośredni kontakt z nauczycielem akademickim na takim samym poziomie jak studentom dziennym. Zajęcia na studiach zaocznych są skumulowane, trwają cały weekend, bo tyle zazwyczaj trwa zjazd. Zjazdy są najczęściej organizowane co dwa tygodnie – mówi Piotr Dardziński, wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego.

Według pracodawców i samych studentów przygotowanie teoretyczne absolwentów studiów niestacjonarnych rzeczywiście jest dziś słabsze.

– Podniesienie jakości kształcenia to konieczność – twierdzi Tomasz Tokarski, przewodniczący Parlamentu Studentów RP.

– Jeżeli dyplomy mają być równoważne, studenci zaoczni powinni się uczyć dłużej – mówi Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan. Dodaje jednak, że absolwent studiów zaocznych pracujący podczas nauki w firmie, której działalność jest związana z jego studiami, jest bardziej pożądanym pracownikiem niż absolwent studiów dziennych.

Wydłużenie studiów ma też złe strony. – Może zniechęcić do studiowania. Magisterskie studia zaoczne służą często szybkiej zmianie kwalifikacji na te bardziej pożądane na rynku – zauważa prof. Piotr Stec z Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej.

Dobrą informacją dla studentów jest natomiast to, że również ci starsi będą się mogli ubiegać o kredyty studenckie. Będą one bowiem przyznawane studentom, którzy rozpoczną studia przed 30. rokiem życia. Obecnie granicą jest 25 lat.

Uczelnie mają mieć więcej swobody w kształtowaniu swojego ustroju. To w statucie uczelni, a nie w ustawie, będzie zapisane, czy będą na niej tworzone wydziały. – To władze uczelni zdecydują, czy zostaną powołani prorektorzy, kanclerze, kwestorzy, dziekani czy prodziekani. Ustawa wymusi tylko to, że na uczelni będą rektor, senat i rada uczelni – mówi Piotr Dardziński.

Nowością jest też powołanie szkół doktorskich na uczelniach. Każdy ich słuchacz otrzyma stypendium. Po dwóch latach nauki będzie egzamin. Niestacjonarnych studiów doktorskich nie będzie w ogóle. Pozostaną natomiast doktoraty z wolnej stopy. Reforma ma wejść w życie w październiku 2018 r.