O decyzji najwyższych władz Rosji poinformował szef MSZ Siergiej Ławrow. Dziś rano spotkał się on z wezwanym do ministerstwa brytyjskim ambasadorem.
Oprócz wydalenia dyplomatów władze zdecydowały również, że wbrew zapowiedziom nie zostanie otwarty brytyjski konsulat generalny w Petersburgu, a w Rosji zostanie zamknięty British Council.
To wynik brytyjskich oskarżeń Moskwy o otrucie byłego rosyjskiego agenta Siergieja Skripala i jego córki Julii. Jak powiedział wczoraj Boris Johnson, za rozkazem otrucia Skripala stoi Władimir Putin. Podejrzenia Londynu co do rosyjskich źródeł zamachu na Skripala podzielają również inne kraje UE, w tym Polska, oraz Stany Zjednoczone.
Wydalenie 23 rosyjskich dyplomatów zapowiedziała wcześniej brytyjska premier Theresa May.
Rosyjskie władze zapowiedziały, że w przypadku kolejnych "wrogich kroków" ze strony Londynu, podjęte zostaną decyzja co do dalszych retorsji.
Do otrucia Skripalów posłużył nowiczok - paraliżująca substancja bojowa, która, jak twierdzą specjaliści, na 100 procent została wyprodukowana w Rosji i tylko Rosja ma monopol na ten środek. Prawdopodobnie było nią nasączone ubranie znajdujące się w bagażu córki Skripala.
Julia przyleciała do ojca z Rosji do Wielkiej Brytanii, gdzie otrzymał on azyl polityczny. Prawdopodobnie została wykorzystana do ataku na ojca.
Ojciec i córka przebywają w jednym ze szpitali W Salisbury, gdzie doszło do zamachu. Są w stanie krytycznym.
W sumie pomocy medycznej wymagało 21 osób, które miały styczność ze Skripalami po ich otruciu. W najcięższym stanie był policjant, który znalazł oboje i jako pierwszy udzielał im pomocy. Policjant dochodzi do zdrowia.