Dorn jest zdania, że głównym powodem kryzysu w Zjednoczonej Prawicy jest odmowa Kaczyńskiego na zjednoczenie PiS i Solidarnej Polski.
- Takie połączenie owocowałoby pozycją wiceprezesa dla pana Zbigniewa Ziobry i wejściem całej falangi lojalnych wobec niego ludzi do władz centralnych i terenowych Prawa i Sprawiedliwości - uważa. To z kolei miałoby zapewnić ludziom Ziobry start w następnych wyborach parlamentarnych.
Ludwik Dorn uważa, że odmowę Ziobro potraktował jako brak gwarancji na przyszłą obecność w polityce "i stąd wziął się kryzys".
Czytaj także:
Co dalej z koalicją? Kolejne spotkanie Kaczyński-Ziobro
Były polityk nie uważa, aby Jarosław Kaczyński chciał upokorzyć lidera Solidarnej Polski. - Oczywistym zamiarem jest przetrącenie mu kręgosłupa i doprowadzenie do paraliżu, ale to można robić bez upokarzania - stwierdził.
Dodał, że człowiekowi można złamać kręgosłup "rzucając go na bruk i tarzając w błocie", ale można też to zrobić zamykając go w ciepłym, "bardzo mocarnym uścisku". I do takiej metody zdaniem Dorna przychyla się Jarosław Kaczyński.
Dorn uważa, że w kwestii trwania koalicji kluczowe jest poparcie SP dla ustawy o bezkarności, która ma gwarantować bezpieczeństwo Jarosława Kaczyńskiego i ludzi z nim związanych, a przede wszystkim - Mateusza Morawieckiego.
- Czy będą w niej jakieś zmiany, żeby pan Ziobro ocalił twarz, to jest zupełnie nieistotne - uważa Ludwik Dorn.