Reklama

Hongkong skazany na „chińskich patriotów”

Pekin wbił ostatni gwóźdź do trumny hongkońskiej demokracji. Najbliższe wybory pod dyktando Partii Komunistycznej odbędą się już w grudniu.

Aktualizacja: 30.03.2021 20:43 Publikacja: 30.03.2021 18:42

Hongkong skazany na „chińskich patriotów”

Foto: AFP

We wtorek Pekin wprowadził w życie zapowiadaną wcześniej kontrowersyjną reformę systemu wyborczego w Hongkongu. Z relacji lokalnych mediów wynika, że Stały Komitet Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych (OZPL) podjął „jednogłośną decyzję". Liczbę miejsc w hongkońskim parlamencie zwiększono z 70 do 90, ale zmniejszono jednocześnie liczbę mandatów z 35 do 20, które będą przyznawane w wyborach powszechnych. Reszta już nie będzie wybierana przez mieszkańców miasta, lecz przez lojalne wobec Pekinu komitety elektorskie i branżowe (odpowiednie komitety w fabrykach i zakładach pracy).

Chińskie władze utrzymują, że chodzi wyłącznie o to, by regionem zarządzali „patrioci" i że w lokalnych wyborach będą mogli uczestniczyć przedstawiciele wszystkich warstw społecznych, od robotników fabryk do profesorów uczeni wyższych i biznesmenów. Ale kluczem ma być lojalność wobec Komunistycznej Partii Chin.

– Decyzja władz w Pekinie nie pozostawia już przestrzeni do wolności. O tym, kto będzie kandydował, zadecyduje specjalna komisja, która będzie obradowała tajnie i jej decyzje nie będą podlegały rewizji sądowej. A to oznacza, że władze w sposób potajemny od początku do końca będą sterować procesem wyborczym – mówi „Rzeczpospolitej" sinolog Michał Bogusz z Ośrodka Studiów Wschodnich i redaktor portalu zawielkimmurem.net.

Przyznaje, że do całkowitego dokręcenia śruby w regionie pozostało już bardzo niewiele. – Pozostają jedynie dwie niezależne strefy: media i sądownictwo. Formalnie w Hongkongu wciąż nie ma cenzury i istnieją wolne media, ale już stosują autocenzurę. Następnym krokiem władz Chin może być wyeliminowanie pozostałych w regionie niezależnych sędziów i całkowite podporządkowanie sądownictwa. Nie ma wątpliwości, że władze w Pekinie podejmą te kroki, to już tylko kwestia czasu – dodaje.

Znany polski sinolog i wykładowca akademicki prof. Bogdan Góralczyk twierdzi, że władze chińskie od początku ograniczały wolność w regionie, odkąd został przekazany przez Wielką Brytanię pod jurysdykcję Chin w 1997 r. na zasadzie „jeden kraj, dwa systemy". W świetle zawartych wtedy pomiędzy Londynem a Pekinem porozumień region miał działać na specjalnych zasadach autonomicznych do 2047 r. – Tyle że sprytna dyplomacja chińska nie sprecyzowała, co będzie z demokracją w Hongkongu. Była wolność gospodarcza i podstawowe wolności obywatelskie, ale nie było jasne, jak ma wyglądać system polityczny, bo w dokumentach tego nie uwzględniono – mówi „Rzeczpospolitej" Góralczyk.

Reklama
Reklama

Dodaje, że działania Chin w Hongkongu budzą poważnie zaniepokojenie na Tajwanie. – Tajwan już zdaje sobie sprawę z tego, że nie ma „jednego kraju i dwóch systemów", tylko jeden kraj, jedna flaga i jeden system. Sondaże pokazują, że zaufanie i chęć do forsowanego przez Pekin pokojowego zjednoczenia z Chinami są tam zdecydowanie mniejsze niż rok temu – twierdzi polski sinolog. Nie wiadomo na razie, jak sytuacja polityczna przełoży się na gospodarkę Hongkongu. – To będzie zależało od tego, czy biznes zachodni przymknie na to oko – twierdzi Góralczyk.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Były wiceminister z PiS szokuje: „Polska finansuje terroryzm”
Polityka
Polska 2050 wybiera przewodniczącego. Ryszard Petru ujawnił wyniki
Polityka
Donald Tusk odpowiada na deklarację Jarosława Kaczyńskiego. „Bez Brauna? Nie ma szans”
Polityka
Czy Donald Trump weźmie Grenlandię siłą? Były wiceszef MSZ ma wątpliwości
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama