Uczestnictwo we wtorkowych obradach prezydenckich ministrów oraz szefa Narodowego Banku Polskiego Sławomira Skrzypka stało się powodem awantury.
A jeszcze 11 lat temu prezesi NBP i NIK (np. Lech Kaczyński) z mocy prawa brali udział nawet w posiedzeniach Rady Ministrów. Ich uczestnictwo było właściwie obowiązkowe.
Jak wspomina Teresa Kamińska, szefowa doradców premiera Jerzego Buzka, w spotkaniach Rady Gabinetowej uczestniczyli wówczas także ministrowie prezydenccy, najbliżsi współpracownicy głowy państwa. – Przecież prezydent nie może być sam podczas dyskusji z rządem – ocenia Kamińska.
Rada Gabinetowa jest dość dziwnym tworem konstytucji. Zgodnie z ustawą zasadniczą prezydent zwołuje ją i jej przewodniczy, mimo że szefem ministrów jest cały czas premier.
Politycy, którzy nie uczestniczyli w powstawaniu konstytucji, dziwią się nieracjonalnym ich zdaniem zapisom. – Dlaczego prezydent ma przejmować przewodniczenie Radzie Ministrów ponad głową premiera?
Zwolennicy Rady Gabinetowej twierdzą z kolei, że jej obrady dowodzą, iż prezydent jest głową państwa, a więc odpowiada za cały kraj.
I Kwaśniewski, i Kaczyński zwoływali posiedzenia Rady Gabinetowej najczęściej co pół roku. Prezydent Kwaśniewski współpracował z rządem Buzka i gabinetem Leszka Millera.
Gdy premierem był Kazimierz Marcinkiewicz, odbyły się dwa spotkania z udziałem Lecha Kaczyńskiego. Gdy na czele rządu stał brat prezydenta, Rady Gabinetowej nie zwołano ani razu.
– To teatr polityczny i nic więcej – twierdzą zgodnie Miller i Marcinkiewicz.
– Ważne jest to, co się przekaże opinii publicznej podczas konferencji prasowych. Na tym polega ten teatr – uważa Miller. – Z samej Rady Gabinetowej nic nie wynika i wynikać nie może.
Miller i Kwaśniewski zazwyczaj po posiedzeniu występowali na wspólnej konferencji prasowej. Na jednej z nich padły – jak się później okazało – złowieszcze – słowa o szorstkiej przyjaźni. Wypowiedział je dopytywany przez dziennikarzy premier Miller. Kiedyś wspólnie z prezydentem wystąpił także Kazimierz Marcinkiewicz.
– Premierowi Buzkowi zdarzało się występować na wspólnych konferencjach z Aleksandrem Kwaśniewskim – opowiada Kamińska. – Ale najważniejsze było to, co się uzgodni w rozmowach w cztery oczy, już po dyskusji na posiedzeniu rady.