Były minister podkreślił, że nie żałuje swojej decyzji o odejściu z rządu i uważa, że propozycja, którą przedstawił przed dymisją - wydłużenia o 2 lata kadencji Andrzeja Dudy - jest optymalna.
Gowin jest przekonany, że "historia i to nie ta odległa, ale całkiem bliska" przyzna mu rację, podobnie jak ci, którzy go teraz krytykują.
Uważa też, że obecnie kwestia wyborów prezydenckich jest sprawa drugorzędną, a rząd powinien się skupić na opracowaniu drugiej fazy walki z pandemią.
- To, że my, politycy, nie potrafimy się pogodzić to oznacza, że oblewamy test historii - stwierdził.
Jarosław Gowin powiedział, że pozostanie Porozumienia w rządzie było decyzja świadomą i przemyślaną - miało to na celu uchronienie Polski przed rządami mniejszościowymi.
Gowin jest przekonany, że wybory prezydenckie 10 maja na pewno się nie odbędą, bo termin jest nierealny. Przyznał, że nie jest przeciwnikiem głosowania korespondencyjnego, ale powinno ono zostać bardzo dobrze przygotowane.
Pytany o budzące spore kontrowersje zdarzenie z 10 kwietnia, gdy politycy PiS nie zachowując środków ostrożności składali wieńce pod pomnikiem ofiar katastrofy smoleńskiej, Gowin uciął temat.
- To nie jest żaden unik. Ale katastrofa smoleńska jest sprawą tak traumatyczną, że nie chciałbym tego komentować. A po drugie mamy w Zjednoczonej Prawicy wystarczająco dużo napięć w sprawie wyborów, żeby to potęgować wypowiedziami na temat ostatnich wydarzeń - powiedział.