Posłowie SLD odgrażali się, że zaskarżą przeforsowany przez PiS przepis tuż po jego uchwaleniu. Zdaniem Sławomira Kopycińskiego z Sojuszu przepis, który zakazuje produkcji i rozpowszechniania symboli komunistycznych pod groźbą dwóch lat więzienia, jest niezgodny z art. 42 Konstytucji RP. Według SLD-owskich prawników ten artykuł stanowi, że obywatel ma prawo dokładnie wiedzieć, za co może zostać ukarany.
– A przepis o zakazie propagowania symboli komunistycznych jest niejasny – mówi Kopyciński. – Ustawodawca nie określił, co ma na myśli, a każdy obywatel może interpretować to inaczej. Dla Radosława Sikorskiego symbolem komunizmu jest np. Pałac Kultury, a dla mnie to symbol Warszawy.
Pytany, czy zgodziłby się na zakaz rozpowszechniania symboli komunistycznych, gdyby zostały one określone w ustawie, odpowiada jednak, że nie.
Mariusz Błaszczak, rzecznik PiS, uważa natomiast, że nie ma potrzeby precyzowania symboli komunizmu.
– Zakazane jest przecież rozpowszechnianie symboli i treści nazistowskich i nikt nie pyta, co ustawodawca miał na myśli – mówi Błaszczak. – Na tej podstawie polski sąd zakazał rozpowszechniania „Mein Kampf” Adolfa Hitlera.
Czy to znaczy, że w Polsce na tej samej zasadzie powinno być zakazane rozpowszechnianie np. dzieł Włodzimierza Lenina?
Na to pytanie Błaszczak odpowiada, że książek w ogóle by nie szykanował.
– Dla mnie symbolem komunizmu jest sierp i młot – mówi rzecznik PiS. – Niestety wielu ludziom, którzy nie znają zbrodni komunizmu, ten znak kojarzy się pozytywnie, a nie powinno tak być.
Politolog Wojciech Jabłoński uważa jednak, że ten spór dla większości ludzi nie ma żadnego znaczenia. – To typowy przepis, którego celem jest poprawa samopoczucia polityków – mówi Jabłoński.